poniedziałek, 5 grudnia 2016

Wibo, Million Dollar Lips, 4

Był taki czas, kilka lat temu, że kibicowałam marce Wibo. Nie dość, że nasza, polska, to oferowała kosmetyki o przyzwoitej jakości w naprawdę przyzwoitych cenach. Jako studentka często zatrzymywałam się przed ich szafą w Rossmannie; kupowałam głównie lakiery do paznokci. Podobało mi się, że marka nadążała za trendami; na przykład, kiedy zrodził się szał na lakiery piaskowe, Wibo wprowadziło takie do oferty. To samo z pomadkami w kredce czy matowymi pomadkami w płynie. Swoją Million Dollar Lips z radością kupiłam zanim mój stosunek do marki uległ znacznemu ochłodzeniu, a wręcz zamarzł. Piję do tego, że polski producent, którego tak ceniłam, w pewnym momencie przekroczył (umowną i dla każdego inną) granicę dobrego smaku, bo co innego inspirować się wysoko półkowymi markami, czasem finansowo nieosiągalnymi, a co innego chamsko kopiować nie tylko odcienie, ale nazwy, opakowania, układ produktów w opakowaniu - dosłownie wszystko. We mnie wywołuje to ogromny niesmak. Dodajmy jeszcze fakt, że produkcja z terenu kraju przeniosła się do Chin, ojczyzny podrób, a przy tym ceny wzrosły. Bardzo, bardzo nie podoba mi się obrany przez Wibo kierunek, więc matowa pomadka, którą kupiłam przynajmniej pół roku temu (za 11,29 zł / 3 ml) na długo zostanie moim ostatnim zakupem od nich. Rozpoczynam swój prywatny, nic dla Wibo nie znaczący, bojkot.

Co do pomadek MDL, do wyboru mamy cztery odcienie. Ja wybrałam czerwień o numerze 4.

Opakowanie kosmetyku jest, dyplomatycznie mówiąc, niezbyt urodziwe; złote napisy szybko zaczęły obłazić. Kolor zakrętki koresponduje z odcieniem pomadki. Nie odpowiada mi tu brak możliwości śledzenia stopnia zużycia. Za plus poczytuję umieszczenie informacji na temat objętości kosmetyku, bo marka nie zawsze raczy podać takie info na opakowaniu.

Aplikator to mała gąbeczka. Dzięki swoim niewielkim rozmiarom pozwala na precyzyjną aplikację nawet bez konturówki, a poza tym nabiera odpowiednią ilość mazidła na jedną aplikację - ani za dużo, ani za mało. Małym minusem aplikatora jest to, że drapie. Wcześniej nie zetknęłam się z tak mocno drapiącą gąbeczką.

Pomadka ma nieprzyjemny, plastikowy zapach na modłę REV z Bourjois. Jest świetnie napigmentowana i bardzo szybko zastyga, trzeba sobie zatem wypracować w miarę szybkie tempo aplikacji. Po zastygnięciu nie ma możliwości przemieszczenia produktu, na przykład pocierając o siebie wargi; makijaż zostaje na swoim miejscu.

Wykończenie kosmetyku jest prawdziwie matowe. Co nie dziwi, pomadka wysusza usta, ale to raczej normalka w przypadku matowych szminek w płynie. Kosmetyk na ustach nie jest lepki, ale czuć go na naskórku, a kiedy pocieramy o siebie wargi mamy wrażenie, że jest na nich jakby kremowa pomadka mocno przypudrowana dla zniesienia lepkości. Mam nadzieję, że dobrze wytłumaczyłam, o jakie odczucie chodzi.


Numer 4 to ładna, chłodna czerwień. Producent obiecuje trwałość do 4 godzin; u mnie jest ona nawet większa - wyraźne ubytki w makijażu ust widzę po 5-6 godzinach z jedzeniem i piciem. Produkt, mimo iż zastygający, nie jest całkowicie transfer-proof; zostawia ślady na kubkach. Zjada się oczywiście od środka i nierównomiernie. Żeby poprawić makijaż, zdecydowanie wolę usunąć jego pozostałości i zaaplikować pomadkę od nowa.

Nie jest to zła pomadka. Ma brzydkie opakowanie, okropny zapach i wysuszające, jak większość tego typu produktów, właściwości, ale przy tym jest świetnie napigmentowana, ma ładny kolor i jest dość trwała, a aplikator, choć drapiący, jest precyzyjny. 

Moje stanowisko wobec firmy znacie, ale oczywiście nikomu nie zamierzam go narzucać. Produktu ani nie polecam, ani nie zniechęcam.

48 komentarzy:

  1. efekt na ustach jest cudowny, uwielbiam jasną porcelanową skórę plus czerwień. też miałam tą pomadkę, nie pamiętam czy w tym kolorze, powędrowała dalej bo coś mi w niej nie pasowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie mogę powiedzieć, że ją uwielbiam. mam do niej dość chłodny stosunek

      Usuń
  2. Po wielu negatywnych opiniach, pewnie nigdy nie kupię tych pomadek, ale jedno trzeba im przyznać - kolory są piękne. Ten odcień czerwieni bardzo Ci pasuje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki :) mimo wszystko od testów baaaardzo rzadko po nią sięgam...

      Usuń
  3. No nieźle zjechałaś Wibo :)
    Nie dziwię się temu jednak, sama zareagowałabym podobnie (mimo że mam sentyment do marki: moje pierwsze lakiery ever!) - przede wszystkim ze względu na "ściągactwo": to jest takie niskie...

    PS: Drapiący aplikator? Musi być nieźle, skoro aż zwróciłaś na to uwagę, mnie się jeszcze taki nie trafił (albo nie pamiętam).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czułam potrzebę wyrzucenia tego z siebie :/ szkoda, że taki kierunek obrali, wielka szkoda :(

      naprawdę! pierwszy raz tak mam, żeby aplikator dawał takie odczucia sensoryczne (i nie jest to przyjemne)

      Usuń
  4. nigdy mnie te produkty do ust nie kuisły, ale zwyczajnie nie znalazłam dla siebie koloru :)

    ja się akurat skusiłam na produkty Lovely K Lips :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bo nie ma "Twojej" gamy odcieni ;)

      ale oryginał też masz. założę się, że jakość jest bez porównania, na rzecz oryginału oczywiście :)

      Usuń
    2. No wlasnie, ja jak widze moje kolory to szaleje :)

      Mam oryginały;) masz racje. Nie ma co porównywać choc Lovely na swoj sposob, za ta cenę sa niezle :)

      Usuń
    3. każdy ma jakiegoś bzika ;)

      Usuń
  5. Mam każdy kolor. I rzeczywiście opakowania i ta cała oprawa nie jest na najwyższym poziomie...ale kolory mają bardzo przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny, mocny kolor, a trwałość i tak bardzo dobra :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na trwałość absolutnie nie można narzekać :)

      Usuń
  7. Mam wszystkie odcienie a i tak najczęściej używam Mauve ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Niesamowicie podbija kolor Twoich i tak już mega niebieskich tęczówek:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękny kolor. Podziwem u innych sama wyglądam w nim kiepsko :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz co... Nie wiem czy to kwestia zdjęcia, czy pomadki, ale ten konkretny odcień kompletnie pozbawił Cię koloru. Może inaczej by wyglądała zestawiona z bardziej wyrazistym różem na policzkach? Co do samej marki, to przyznam, że nigdy nie ciągnęło mnie do niej. Robiłam podejścia do lakierów, ale nic ponadto. Nie wydaje mi się bym miała kiedykolwiek obkupywać się w produkty Wibo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to raczej wina światła; dzień nie był specjalnie słoneczny, ale wszyscy wiemy, jak o to ciężko jesienią :/

      ja mam jednego ulubieńca z Wibo,a mianowicie korektor pod oczy, ale na razie niestety nie będę kupować - tak duży mam niesmak do praktyk marki

      Usuń
  11. Ech, nie lubię takich plastikowych zapachów, zawsze wtedy zastanawiam się, co tam producent do środka napakował...
    Ale kolor na ustach prezentuje się bardzo ładnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam; większość kosmetyków to mniejsza lub większa chemia

      :)

      Usuń
  12. Jedna z moich ulubionych trwalych pomadek....na początku klei się i wzera się w usta ale długo sie utrzymuje....mam ochotę wypróbować matowe z inglot hd i z sephory będąc w pl musze je zakupić. ..Moim faworytem jest Gerard Hydra Matte a marzy mi się pomadka ABH.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gerard chyba są dostępne na beautybay o ile dobrze kojarzę. może po Świętach będą jakieś fajne zniżki ;)

      Usuń
  13. Wibo (i Lovely) zdecydowanie przegina, paletkę a la Naked jeszcze bym przebolała, ale kiedy zobaczyłam całą resztę to również stwierdziłam, że to zmierza w bardzo złym kierunku...
    Million Dollar Lips też mam od jakiegoś czasu i choć jest dość mocno sucha na ustach to trzeba ją właśnie pochwalić za trwałość i pigmentację. Chciałam upolować jasny brąz, ale był wiecznie niedostępny, więc ostatecznie kupiłam malinę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w duchu cieszę się, że nie jestem z tą opinią sama. obserwuję szał na ich kosmetyki na blogach i jakoś tak czuję się z tym źle. Too Faced, Kylie Jenner, Nars, Urban Decay, nawet Sleek i inni włożyli wiele wysiłku w wypuszczenie swoich kosmetyków,a potem takie Wibo weźmie i chamsko kopiuje na dużą skalę, byle natrzepać sobie kieszenie kosztem droższej konkurencji :( wiem, jak sama źle się czuje kiedy ktoś korzysta z mojej pracy (np. kradnie zdjęcia, kopiuje treści), a co dopiero kopiowanie hitów aż tylu marek :(

      Usuń
  14. Jeśli wysusza to nie dla mnie, ale trwałe pomadki mają to do siebie że wysuszają. Ładnie Ci w czerwieni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dziękuję. i pomyśleć, że do niedawna unikałam czerwieni jak ognia :P

      Usuń
  15. No tak, napisałaś o Wibo wszystko, co prawdziwe. Też mnie totalnie rozczarowały te chamskie zrzyny, produkcja w Chinach i wcale-nie-takie-atrakcyjne-jak-kiedyś ceny. Co do samej pomadki – takiej czerwieni bym nie ruszyła, wciąż nie czuję się dobrze w klasycznych czerwieniach, ale coraz bliżej do celu i coraz śmielsze czerwoności z domieszkami lądują na moich ustach :D Twoje oczywiście jak zwykle wyglądają bosko. Nie ma pojęcia, jak mogłabyś skutecznie zniechęcić konsumenta do noszenia jakiejkolwiek pomadki, jeśli konsument na blogach ogląda tylko zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorsze jest to, że póki będzie popyt na podróby, póty firma będzie je tworzyć. a jeśli kiedyś postanowią się zrehabilitować, w moich oczach może być już za późno... nie żeby to ich w jakikolwiek sposób obchodziło.

      łudzę się, że są jeszcze jednak konsumenci, którzy czytają :P

      Usuń
  16. I ja kibicowałam marce :) przez długi czas kupowałam lakiery do paznokci, potem doszły inne kosmetyki, ale chyba najdłużej byłam wierna lakierom. Mieli mnóstwo perełek w swojej ofercie. Ogromnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że przenieśli się do Chin.... Krew mnie zalewa na wszechobecną "chińszczyznę", szlag mnie trafia, gdy widzę ofertę AliExpress i innych tworów, a jeszcze bardziej przerażają bezrefleksyjne zakupy podróbek z tychże sklepów. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu.

    Brzydkie opakowanie przeżyję, lecz okropny zapach, wysuszające właściwości oraz drapiący aplikator są nie do przyjęcia. Kolor, świetny - piękna czerwień z niebieskimi tonami, tylko co z tego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wciąż mam sporo ich lakierów; swojego czasu były moimi ulubionymi...

      o to to; tyle tego teraz w sieci, że użytkownicy/czki wzajemnie się nakręcają,a komuś kobza rośnie na pasożytowaniu :(

      tak, są dużo lepsze pomadki :)

      Usuń
    2. Ode mnie wszystkie wywędrowały, albo zostały pojedyncze sztuki. Niestety większość zużyłam bądź zgęstniały, albo po prostu zmieniły mi się preferencje kolorystyczne :D

      Wiesz, włos mi się zjeżył, gdy na jednym z blogów przeczytałam, że ta osoba wolała kupić TĘ podróbkę, by przekonać się o co tyle szumu przy oryginale.... Bałabym się to coś nakładać na skórę.

      Zamówiłam dwa kolory z Gerard Hydra Matte, to tak w ramach "naprawdę ostatniej szansy" ze względu na bliźniacze kolory dla Dusty Rose z ABH, która mnie całkowicie do siebie zniechęciła.
      Będę musiała zapoznać Cię z The Balm :) kolor który mam, naprawdę się sprawdza.

      Usuń
    3. taaa, bo podróbka da ci dokładnie ten sam efekt, jak oryginał. głupota ludzka nie przestaje mnie zadziwiać...

      Hydra Matte, pomadki matowe Milani i Meet Matte Hughes mam w zakupowych planach na odleglejszą przyszłość. po prostu na chwilę obecną mam sporo płynnych pomadek i chcę je trochę poużywać zanim mi się zaczną psuć, bo takie formuły nie trwają wiecznie ;)

      Usuń
    4. To smutne, że ludzie nie tylko nie widzą nic złego w kupowaniu jawnych podróbek, ale nawet nie są w stanie przyznać, że kopia nigdy nie dorówna oryginałowi. I przez takie osoby rynek podróbek ma się świetnie.

      Usuń
  17. Nie miałam okazji wypróbować produktów tej marki. Niestety dzisiaj wiele marek czerpie inspirację od droższych "kolegów" po fachu licząc na uszczknięcie choćby kawałeczka z tego wielkiego tortu wpływów do kasy. Można się z trym nie zgadzać, można to bojkotować, ale obawiam się, że proceder ten będzie się szerzył tak długo, jak konsumenci będą gotowi kupić namiastkę oryginału, przeznaczając na to procent budżetu, który musieliby wydać na oryginał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie zdając sobie sprawy, że tak naprawdę podróba nie da im prawdziwego wyobrażenia o oryginale...

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...