poniedziałek, 22 czerwca 2015

Inglot, Sleeks Cream, 107

Błyszczyk kupiłam dość dawno temu, z ciekawości. Kosztował 25 zł/5,5 ml. I mimo że ma kilka wad, a do tego od błyszczyków wolę pomadki, paradoksalnie bardzo polubiłam ten produkt. Sama tego do końca nie rozumiem.


Wybrałam dla siebie odcień oznaczony numerkiem 107. Jest to dość intensywny, brzoskwiniowy róż. Zdecydowanie nie można go zaklasyfikować do rodziny nude. Opakowanie jest dość nietypowe. Mamy tu cieniutką, travel-friendly tubkę zakończoną na półokrągło, ale za to nakrętka jest z góry płaska i można postawić tubkę do góry nogami. Nietypowe rozwiązanie, nieprawdaż?

Co mi się w błyszczyku nie podoba? Po pierwsze, trochę zbiera się w bruzdach na wargach. Widać to z bliska, ale z normalnej odległości nie rzuca się to w oczy. Po drugie, błyszczyk potrafi rozlać się podczas aplikacji poza kontur ust, więc najlepiej wspomóc się konturówką. Nie nadaje się przez to do szybkiej aplikacji w biegu, oj nie. Bez lusterka ani rusz. Po trzecie, podczas dość częstego sięgania można szybko dostrzec ubytek w tubce. 


Przejdźmy jednak do pozytywnych stron produktu, które zadecydowały o mojej niewytłumaczalnej do niego sympatii. Bo przecież normalnie obraziłabym się na nieco problematyczne podczas aplikacji, zbierające się w bruzdach na ustach mazidło. Otóż, błyszczyk ma niezwykle komfortową formułę. W ogóle się nie klei, nie warzy na ustach i delikatnie nawilża naskórek. Nosi się go niezwykle przyjemnie. Poza tym pięknie waniliowo pachnie. Dodatkowo jest świetnie napigmentowany i kryjący. Krycie można budować dokładając warstwy, ale trzeba uważać z ilością - nadmiar na pewno zbierze się w bruzdach. Podoba mi się też efekt bezdrobinkowej tafli, jaki daje. No i w końcu odpowiada mi ten mały, gąbkowy aplikator. Nabiera odpowiednią ilość produktu i jest dość precyzyjny.

Trwałość raczej standardowa - bez jedzenia i picia produkt utrzymuje się na moich ustach do trzech godzin, w międzyczasie mocno ale równomiernie blednąc.

Nie wykluczam, że kiedyś skuszę się na jakieś inne odcienie :)

22 komentarze:

  1. Nigdy na ten produkt nie zwróciłam uwagi :) ładnie wygląda na ustach ten kolor, pasuje Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ładny kolor ;) Ja też jednak wolę pomadki od błyszczyków :)

    OdpowiedzUsuń
  3. miałam jasny koralowy kolor z tej serii i dla mnie się kleił, poza tym to zbieranie przy jaśniejszym odcieniu było bardzo widoczne
    tylko smak i zapach mi odpowiadał w sumie z niego, oraz opakowanie w formie fiolki - poszedł po jakimś czasie do kosza, bo mnie wkurzało to zbieranie się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli inny kolor też się zbiera? miałam nadzieję, że to tylko mój numerek tak robi...

      Usuń
  4. Ja osobiście paradoksalnie lubię zapach tych blyszczydeł, mimo, że słodki i sztuczny jak mało co ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie aż taką sztucznością nie trąci :)

      Usuń
  5. Miałam kiedyś któryś z tych błyszczyków, ujęło mnie jego opakowanie. Ale jakoś nie zapadł mi w pamięć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Opakowanie jak probówka, kiedyś kumple kupili mi jeden taki inglotowy błyszczyk (ale chyba z innej serii, nie był kryjący) właśnie z powodu opakowania (zboczenie zawodowe chemika level hard) :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ładnie Ci w takim kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wyglądasz w nim pięknie, pasuje Ci :)
    Lubię te błyszczki i też szybko sięgam dna. Mają małą pojemność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję :)
      rozumiem, że nie zbierają Ci się w rowkach na wargach?

      Usuń
  9. Bardzo ładnie prezentuje się na ustach.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...