sobota, 31 stycznia 2015

Zużycia stycznia w mini-recenzjach.

Nadszedł koniec miesiąca, zajrzyjmy więc, co schowało się w mojej siatce z "pustakami". Post ten nie ma na celu chwalenia się, ile to mazideł u mnie "wyszło", ale chodzi o wydanie opinii po zużyciu całego opakowania danego kosmetyku (bądź nie - w przypadku bubli lub wyrzutków), bo takie opinie są, moim zdaniem, najbardziej miarodajne.

 Zacznijmy od pielęgnacji:


Olejek pod prysznic Isany chwaliło wiele z Was. Jako że zimą moja skóra ma tendencję do wysychania, postanowiłam go wypróbować. I jestem bardzo zadowolona! Olejek, jak to olejki mają w zwyczaju, jest dość tłusty, a pod wpływem wody nie pieni się, a zamienia w kremową emulsję. Myje ciało i go nie wysusza - staram się codziennie nawilżać, ale jeśli raz na jakiś czas pominęłam ten krok, moja skóra po kąpieli z tym produktem nie buntowała się. Zapach ma bardzo słodki, całkiem przyjemny - nie wyczuwam tu żadnej ryby. Jedynym minusikiem tego taniego, dobrego kosmetyku jest niewydajność. Zużyłam go w trzy tygodnie.

Energetyzujący peeling do ciała Ziaja multomodeling to moje kolejne odkrycie. Najpierwsze wrażenie co prawda nie było pozytywne, bo dopiero w domu po wyciśnięciu na rękę zobaczyłam, że mazidło jest wściekle zielone i ma galaretowatą konsystencję (a peelingi o tej konsystencji zazwyczaj głaszczą skórę zamiast ścierać), bo przecież w nieprzezroczystej butelce takich rzeczy nie widać. Okazało się jednak, że kosmetyk jest świetny. Nie dość, że doskonale radzi sobie z martwym naskórkiem, to jeszcze skóra jest po nim niezwykle przyjemna w dotyku (gładka, sprężysta) i nie ma mowy o wysuszeniu i ściągnięciu. Do tego dochodzi przyjemny zapach i mamy rewelacyjny produkt złuszczający do ciała.

Jeśli nie myłam ciała olejkiem Isany, sięgałam po kostkę Alterry - tym razem w wersji pomarańczowej. Nie mam zastrzeżeń; mydło ładnie pachnie, dobrze się pieni i myję skórę. Wprawdzie zawsze po użyciu koniecznie musiałam się wysmarować czymś nawilżającym, ale tak to jest, kiedy lubi się mydła w kostce.

Express Remover z Maybelline to dość drogi (4,99 funtów) zmywacz do paznokci w gąbce. Na początku stosowania jest niezwykle szybki i skuteczny, ale im dalej w las i lakieru w środku więcej, tym jest gorzej. Służył mi przez około 2 miesiące i choć to moje drugie opakowanie nie przewiduję już powrotu. Wkładanie palców do środka kiedy gąbka jest już dość brudna od lakierów jest nieprzyjemne i kończę z jakimiś resztkami lakierów na skórze naokoło paznokci, a fu. Wolę jednak tradycyjne zmywacze.

Perfumy FM o numerze 03 dostałam od Eweliny (:*). Jest to słodko-pieprzny odpowiednik zapachu Givenchy Play for Her. Bardzo chętnie nosiłam go w zimne miesiące, bo lubię wtedy cięższe, słodsze, wyraziste aromaty. Produkt FM był do tego bardzo trwały, zapach czułam na sobie przez cały dzień. Moim jedynym zastrzeżeniem jest fakt, że akurat jeśli o perfumy chodzi, nie podoba mi się idea dokładnego odwzorowywania zapachu, nad którym osoba zatrudniona przez daną markę się napracowała...

No i trzy próbki: odżywka do włosów Phyto (po prostu przyzwoita, kondycjonująca odżywka), mały kremik do rąk Lush (świetne właściwości regenerujące; pięknie pachnie; zostawia po sobie wyczuwalny, otulający film) oraz lekkie serum do twarzy Caudalie (działa nawilżająco) - wszystkie próbki dostałam od Hexxany (:*).



O maśle do ciała Bielendy wanilia+pistacja produkowałam się tutaj. W skrócie: ślicznie, otulająco pachnie wanilią, dobrze się rozsmarowuje i wchłania, a przy regularnym stosowaniu rzeczywiście nawilża skórę. Niestety dość szybko mi się to masło skończyło, nie wystarczyło na cały miesiąc.

Następnie mamy krem Oxedermil na pękające pięty z 30% mocznika (post tutaj), który dość dobrze nawilża skórę stóp, ale ze zmiękczeniem zgrubiałych i szorstkich pięt sobie nie radzi. Do tego dochodzi nie do końca satysfakcjonująca korelacja ceny do pojemności (20 zł za 50 ml). Parafinowy krem do rąk Lirene (klik) również mnie nie zachwycił. Mam bardzo wymagającą skórę dłoni, a mazidło błyskawicznie się w nią wchłaniało, dając bardzo doraźne nawilżenie na bardzo krótki czas. Przyjemny zapach nie uratował kosmetyku w moich oczach.

Wielka, półlitrowa flacha oleju arganowego prosto z Maroka była prezentem od mojej przyjaciółki Słomki i Jej drugiej połówki (:* :*). Ze względu na bardzo intensywny zapach, pozwalający przypuszczać, że argan pochodził z kozich odchodów, mogłam olej ten stosować tylko na ciało (na twarzy czy włosach zapach za bardzo mi doskwierał), zmieszawszy go uprzednio z jakąś ładniej pachnącą oliwką. Olej natłuszczał i uelastyczniał skórę.

Kolejna pozycja na zdjęciu to oliwka Hipp. Wprawdzie wolę od niej oliwkę Babydream dla mam, ale ta też jest niezła. Zastosowań, jak wiadomo, jest całe multum; ja zużyłam ją głównie do nawilżania ciała po kąpieli, mieszając z wyżej wspomnianym olejem arganowym.

Olejek łopianowy Green Pharmacy z czerwoną papryką to bardzo dobry produkt. Niestety butelka ma ogromny otwór, przez który wylewa się za dużo kosmetyku, więc po prostu przelałam go do innej buteleczki. Olejek jest pomarańczowawy i nie ma wyraźnego zapachu. Podczas kilku pierwszych zastosowań dawał uczucie ciepła na skalpie, ale po jakimś czasie przestałam to odczuwać. Stosowałam go tylko na skórę głowy i mam wrażenie, że włosów wypada mi mniej. Poza tym zrobiły się cokolwiek długie, ale nie wiem, ile w tym stymulacji włosów do wzrostu przez ten produkt, a na ile to "zasługa" tego, że ostatnio podcinałam końcówki w październiku... Dodam jeszcze, że powoli tracę serce do olejowania włosów. Szczerze mówiąc nie lubię paradować z tłuszczem na głowie, nawet tylko przed domownikami, a na noc nie mogę oleju zostawić, bo ranki są u nas bardzo zabiegane i nie ma czasu na mycie głowy.

Jakiś czas temu dostałam od Gosi (:*) drugie w swojej karierze opakowanie francuskiej glinki czerwonej ze Zrób Sobie Krem. Pisałam o tym produkcie tutaj. Ładnie oczyszcza i detoksykuję moją skórę, jeśli nie trzymam jej na twarzy zbyt długo. Raz przetrzymałam ją powyżej 15 minut i w akcie zemsty wylazł mi na poliki i nos rumień, który utrzymywał się przez kilka godzin. Poza tym ta glinka robi okropny bałagan w łazience. Ale działa!

No i w końcu dokopaliśmy się do kulki Nivea. Często ją kupuję; u mnie ten drogeryjny antyperspirant się sprawdza.


Powoli rozpracowuję również swoją kolorówkę:


O tuszu do brwi Maybelline z dziwną szczoteczką w kształcie maczugi pisałam tutaj. U mnie się sprawdził, bo zależy mi głównie na przyciemnieniu włosków; nie muszę sobie nic dorysowywać. Nieprecyzyjność szczoteczki mi nie doskwierała, ponieważ mam dość nieokrzesane brwi. Bardzo polubiłam ten rodzaj kosmetyku - aplikacja maskary zajmuje mniej czasu niż aplikacja kredki czy cieni do brwi.

Znalazło się zapodziane opakowanie błyszczyku Missguided (klik), który zużyłam jeszcze w grudniu. W domu, z dala od oczu nieznajomych, zużyłam też błyszczyk Essence o ładnym kolorze, który został jednak spartaczony przez okropne drobiny holograficznego brokatu (klik).

No i w końcu, "wyszły" dwa maluchy do paznokci: Essence colour&go 47 red-y to go (klik) oraz 84 midnight charm (klik), a za ich nieestetyczne słocze bardzo przepraszam. Teraz dużo staranniej aplikuję lakier na paznokcie niż kiedyś.


Na sam koniec zostawiłam sobie wyrzutki:


Po 10 miesiącach od otwarcia moje prasowane cienie Lily Lolo zmieniły zapach z nieprzyjemnego na jeszcze gorszy i zaczęły wywoływać u mnie okropne łzawienie. Według producenta dobre są do użytku przez rok od otwarcia. O paletce Smoky Rose pisałam szerzej tutaj, a o dwójeczkach Chic Nudes i Plum Crazy- tutaj. Na zdjęciu powyżej cienie wyglądają na niemal nieużywane, a sięgałam po nie dość często. Po prostu są niesamowicie wydajne i nawet przy codziennym stosowaniu przez rok jedna osoba nie byłaby w stanie ich zużyć (po cielaczka z dwójeczki Chic Nudes sięgałam niemal codziennie przez te 10 miesięcy, więc wiem, co piszę). Byłam ciekawa prasowanych kosmetyków tej marki, mam jeszcze rozświetlacz, z którym na razie nic się nie dzieje, ale już wiem, że zdecydowanie wolę ich sypańce (podkład, cienie). O wiele lepiej się u mnie sprawdzają, łatwiej się z nimi pracuje i nie ma obawy, że zjełczeją. Z prasowanymi kosmetykami Lily Lolo definitywnie kończę przygodę, bo niczym mnie nie porwały.

54 komentarze:

  1. ale wspaniałości mi najbardziej smutno jak widze tą pustą butle po oleju arganowym :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja przez ostatnie 3 lata zużyłam dwie takie wielkie flachy tego oleju i trochę mi się "przejadł". muszę zrobić sobie od niego przerwę ;)

      Usuń
  2. Ładnie Ci poszło, uwielbiam perfumy z FM-u ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jakości tych perfum nie mam nic do zarzucenia, ale sama idea dokładnego odwzorowywania pierwowzorów mi się nie podoba

      Usuń
  3. Lubią tą oliwkę z Isany, mimo zapachu. Oliwkę Hipp chcę przetestować jak wykończę tę z BabyDream :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi zapach nawet się podoba. nie czuję w nim nic przyjemnego :)
      w moim przypadku oliwka Babydream lepiej nawilża i uelastycznia moją skórę :)

      Usuń
  4. Dużo zużyłaś :)

    Mam ten peeling Ziai i też polubiłam (serum niedawno zużyłam).

    Kulka Nivea niesety u mnie powoduje podrażnienie i wysuszenie skóry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. im jestem starsza, tym szerszy arsenał kosmetyków w mojej łazience. przed ciążą na przykład nie odczuwałam potrzeby stosowania serum do biustu, a teraz tak. wcześniej w stopy wcierałam krem do rąk, teraz kupuję kosmetyki typowo do stóp, itd.

      mam to serum multimodeling w zapasach. byłaś z niego zadowolona?

      mnie bardzo podrażnia bloker ziai i kulki lirene :/

      Usuń
  5. Hmmmm zaniepokoił mnie "wstęp" - ktoś Ci coś zarzucił? Ja bardzo lubię posty denkowe u innych, lubię też pisać je u siebie, bo rzeczywiście po zużyciu takie recenzje są najbardziej miarodajne, tak jak to określiłaś.

    Nad olejkiem Isana ostatnio się zastanawiałam, teraz wiem, że następnym razem dorzucę do koszyka, gdy zapasy będą sięgać dna. Pomarańczowa kostka Alterry służy mi teraz (bardzo skutecznie) do prania pędzli. Co do olejku łopianowego - nie miałam do niego systematyczności w stosowaniu na skórę głowy - olejowanie włosów na ich długości znacznie "lepiej" mi wychodzi. Szkoda, że tracisz do niego serce :( To moja ulubiona forma pielęgnacji włosów, która pozytywnie wpłynęła na ich kondycję. Zaskoczyła mnie opinia na temat prasowańców LL - szkoda, ogromna szkoda. Czaiłam się na jakiś róż prasowany w te dni, kiedy mam mniej czasu na sypańce, ale jeżeli ma szybko "umrzeć" to chyba podziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie. tyle że za każdym razem pod postem denkowym pojawia się wiele komentarzy typu "ale dużo zużyłaś", "wow, spore denko", itp. a nie o to w tych postach chodzi ;) choć wiadomo, że tacy komentujący raczej tylko obejrzeli obrazki, bez czytania treści.

      wiele osób narzeka na zapach tego olejku, ale mi się nawet podoba. nie czułam w nim nic nieprzyjemnego.

      za dwa tygodnie otwieramy z partnerem nasz pensjonat i w sezonie zapewne będę cały czas wokół ludzi. jak to pogodzić z olejowaniem, kiedy nie chcę pokazywać się im z tłustymi włosami, a na noc oleju nie nałożę, bo nie będzie czasu rano myć głowy? wiadomo - w barze będę do późna, rano trzeba będzie wcześnie wstawać serwować śniadania... będę musiała zrezygnować z olejowania.

      prasowańce Lily Lolo mają olejową bazę (głównie olej jojoba), a przy tym nie są mocno konserwowane. stąd ich krótka żywotność. poza tym korzystając z nich miałam cały czas z tyłu głowy obawę, że jak otworzę opakowanie,zawartość będzie zjełczała. a taki stresik zupełnie mi niepotrzebny...

      Usuń
    2. Dopiero się dorwałam do komputera, żeby odpisać na spokojnie :)

      Rozumiem, już się zmartwiłam, że ktoś Ci coś zarzucił :) Pewnie, nie po to wstawiamy te posty, żeby się chwalić, choć sprawia mi satysfakcję oglądanie ile udało mi się zużyć w danym miesiącu, przynajmniej na półkach robi się więcej miejsca, a uzupełnianie zapasów na razie mi nie grozi... :)

      Nawet nie wiedziałam, że z zapachem tego olejku może być coś nie tak :) Wypróbuję to się przekonam, właśnie używam po raz pierwszy Le Petit Marseillais (nigdy nie mogę zapamiętać nazwy) i nie czuję się oczarowana. Zwykły żel, dobrze że kupiłam w promocji

      Trzymam kciuki z całej siły za Wasz pensjonat!! Rozumiem, będziesz miała dużo na głowie :) W takim układzie rzeczywiście nie ma u Ciebie miejsca na olejowanie

      Rozumiem dlaczego tak jest, ale mimo to troszkę mnie to zaskoczyło. No ale czytając dalsze komentarze z tego posta (np. o pomadkach) trzeba się mocno zastanowić nad zakupem. Jeżeli ktoś ma zamiar używać codziennie lub bardzo często danego kosmetyku to pewnie, czemu nie, nawet jak się nie zużyje całkowicie, to chociaż w dużej mierze, ale do sporadycznego używania lepiej kupić coś innego (albo po prostu sypańca)

      Usuń
    3. ja też na razie nie muszę zapasów uzupełniać :)

      wiele osób narzeka, że olejek Isany w kontakcie z mokrą skórą zaczyna śmierdzieć rybą. osobiście czegoś takiego nie zauważyłam.

      trzymaj, trzymaj, przydadzą się. początki będą stresujące...

      dokładnie. jeśli ktoś planuje prasowańce do częstego użytku, raczej nie będzie problemu. ale ja lubię bawić się makijażem i codziennie sięgam z kolorówki po coś innego ;) dlatego w tym przypadku tylko zmarnowałam pieniądze :/

      Usuń
    4. No ale przynajmniej już wiesz, że lepiej unikać zakupu kolejnych produktów LL :)
      Trzymaj się!

      Usuń
    5. Ej, ale ja czasem piszę pod postami denkowymi "spore denko", zeby wyrazić mój podziw ;) a komentowane notki zawsze czytam, nie zawsze jednak mam coś więcej do powiedzenia :)

      Usuń
    6. Basiu, co do LL, zaspokoiłam swoją ciekawość ;)

      Rincewind99, uogólniłam, przepraszam :)

      Usuń
  6. Ten olejek pod prysznic z Isany,odstraszał mnie swoim zapachem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie nie. moim zdaniem zapach jest w porządku :)

      Usuń
  7. Szkoda, że musiałaś wyrzucić cienie Lily Lolo :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skoro podrażniały mi oczy, nie nadawały się już do użytku. a trzymać je dla samego trzymania trochę bez sensu ;)

      Usuń
  8. Ja początkowo byłam zachwycona zmywaczami z gąbką, świetnie zmywają nawet piaskowe lakiery, ale faktycznie potem te cząstki lakierów wokół doprowadzały mnie do szału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miałam tak samo - na początku zachwyt, ale potem niesmak. nie dla mnie ;)

      Usuń
  9. Tak coś wyczuwam, że ten wstęp nawiązuje do tego co kiedyś napisałam w jednym z moich wpisów :P Aby wszystko wyjaśnić, pisząc tamte słowa miałam na myśli 2-3 konkretne osoby i żadną z nich nie jesteś Ty. Tak więc jeśli wzięłaś to do siebie, to niesłusznie, Słonko :*
    Miałam ten olejek łopianowy. Nie jestem do końca pewna czy rzeczywiście miał jakiś konkretny wpływ na poprawę kondycji moich włosów, ale lubię go używać. Jedyne co mi w nim nie pasuje to dozownik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie, nie o to mi chodziło we wstępie. jak napisałam u Basi, za każdym razem pod postem denkowym pojawia się wiele komentarzy typu "ale dużo zużyłaś", "wow, spore denko", itp. a nie o to w tych postach chodzi, choć wiadomo, że tacy komentujący raczej tylko obejrzeli obrazki, bez czytania treści. mimo tego czułam potrzebę wyjaśnienia celu postów ze zużyciami na moim blogu :)

      ja też właśnie nie jestem pewna, czy ten olej działa, czy nie. na pewno nie szkodzi :)

      Usuń
    2. Ufff, kamień z serca, bo ostatnią rzeczą jaką bym chciała, to jakkolwiek Cię urazić :*

      Usuń
    3. mnie można urazić tylko bezpodstawnie obraźliwymi komentarzami ;)

      jeśli chodzi o indywidualne opinie, wszystkie je szanuję, nawet jeśli ja myślę inaczej. wychodzę z założenia, że każdy ma prawo do własnego zdania. tak samo jak np. każdy ma prawo do dysponowania swoimi pieniędzmi według własnego uznania. nienawidzę tzw. zaglądania do portfela, a to często spotykane zjawisko w blogosferze. ktoś inwestuje w drogi kosmetyk, a kilka osób mu/jej to wypomni... ręce opadają. ale to temat-rzeka ;)

      Usuń
    4. Katalina, też się przestraszyłam :)

      Usuń
  10. Szkoda, że tyle cieni się zmarnuje :( No, ale nie ma sensu narażać oczu na nieprzyjemności. Olejek z Isany używam non stop, oliwkę hipp tez bardzo lubie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo te cienie mnie podrażniały, kiedy się zepsuły. to nie było chwilowe łzawienie, to było szczypanie oczu i potok łez. a trzymałam je w temperaturze pokojowej, nie były narażone ani na wilgoć, ani na ciepło

      Usuń
  11. Muszę kupić olejek Isany i masło z Bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Muszę sobie w końcu kupić olejek do kąpieli Hipp :)

    OdpowiedzUsuń
  13. U mojej mamy tylko ten olejek pod prysznic ma prawo bytu i nie wiem od ilu lat go kupuje ale sporo. Na tyle dużo, że mnie się zdążył znudzić i wychodzi uszami, więc raczej nie sięgnę. Oliwkę HiPP kiedyś namiętnie używałam i bardzo lubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rozumiem. mi też potrafią się przejeść kosmetyki :)

      Usuń
  14. a ja wlasnie napisze "spore denko" :)

    szkoda, ze musialas wyrzucic cienie Lily Lolo, ale wiesz co? ja musialam wyrzucic swoje pomadki Lily Lolo po jakis 8 miesiacach od otwarcia. zaczely strasznie smierdziec!!!
    ja rozumiem, ze to produkty mineralne naturalne, ale kurde... bez przesady :( tym bardziej ze Lily Lolo do najtanszych nie nalezy

    oliwka Hipp jest moim ulubiencem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i teraz porządnie się zastanowię, jeśli będę chciała kupić ich jakieś pomadki... masz rację, cena jest nieadekwatna do okresu przydatności do użycia :/

      Usuń
    2. Nie polecam. Wyrzuciłam 3 pomadki i błyszczyk. Kolory były piękne ale więcej nie kupię.
      Miałam za to kilka razy pudry mineralne i z nimi się nic nie działo. 😃

      Usuń
    3. sypane, bezolejowe kosmetyki nie mają prawa zjełczeć ;) mam jeszcze dwa sypane cienie Lily Lolo i sięgam po nie z przyjemnością. nic się z nimi nie dzieje :)

      Usuń
  15. Miałam ten dezodorant nivea:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja też lubię ten olejek z isany, jest identyczny jak nivea. A znacznie tańszy. Co do zapachu to dla mnie jest neutralny. A dla innych nawet śmierdzi. Fajnie, że go polubiłaś. Gratuluję denka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie zimą takie olejki sprawdzają się świetnie.skóra od grzejników się odwadnia i przynajmniej pod prysznicem jeszcze jej dodatkowo nie wysuszam ;)

      Usuń
  17. Spore denko, jest i moja ukochana oliwka Hipp, u mnie też służy głównie do nawilżania ciała po kąpieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie oliwki też głównie tę funkcję spełniają :)

      Usuń
  18. Po tym Twoim denku i komentarzu wyżej na temat pomadek już wiem, że jeśli chodzi o LL to ograniczę się w przyszłości do spróbowania tylko jeszcze cieni sypkich i ewentualnie rozświetlacza Star Dust. Miałam ochotę na jeden błyszczyk, ale nie zaryzykuję, bo wiem, że mogę go nie zużyć zbyt szybko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ich sypanym minerałom naprawdę nie mam nic do zarzucenia. co do reszty, faktycznie najlepiej dobrze przemyśleć decyzję ;)

      Usuń
  19. Miałam jedynie olejek pod prysznic z Isana i uważam, że niczym nie ustępuje dużo droższej Nivea. Pozostałych kosmetyków niestety nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. olejku Nivea nie znam, więc nie mam porównania :)

      Usuń
  20. Ładnie poszło :)
    Miałam ostatnio spore próbki balasmu Ziai z serii multomodeling właśnie i powiem Ci, że nawet, nawet :) trzeba się przyjrzeć bliżej ..i mówisz że peeling taki fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. peeling bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i na pewno będę do niego wracać. a w zapasach mam jeszcze ujędrniające serum z tej serii :)

      Usuń
  21. Spore denko - kilka z tych produktów również mam, jak np. olejek łopianowy czy olejek pod prysznic z Isany. Zainteresowała mnie czerwona glinka - jeszcze nie miałam okazji jej używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jednak wolę żółtą i zieloną. czerwona glinka robi za dużo bałaganu w łazience jak na mój gust...

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...