niedziela, 26 maja 2013

Mobile Mix #20, czyli co przeczytałam przez ostatnie 3 tygodnie

Od jakiegoś czasu o robieniu zdjęć telefonem nie pamiętam. Zresztą w ogóle jestem jakaś rozkojarzona. Przez ostatnie 3 tygodnie fotografowałam głównie czytanie przez siebie książki. A ponieważ to również ułamki mojej codzienności, postanowiłam kilka słów o nich napisać :)

"To Kill A Mockingbird" została napisana w 1960 roku. Sięgnęłam po tę lekturę, ponieważ znajduje się na liście 100 książek, które według BBC należy w swom życiu przeczytać :) Książka opowiada o mieszkańcach małego miasteczka w stanie Alabama, o rasizmie i nietolerancji. Murzyn zostaje oskarżony o gwałt na białej kobiecie. Przestępstwa tego nie popełnił, co zostaje udowodnione w trakcie procesu. Mimo tego biała ława sądowa uznaje go za winnego. Książka pokazuje, jak proces podzielił mieszkańców miasteczka oraz perfidię niektórych "białych", a wszystko to widziane oczami siedmioletniej dziewczynki.










Jeśli chodzi o książkę pani Trollope, ktoś porzucił ją w hotelu, w którym pracuję. Zwykle nie czytam tego typu literatury, ale stwierdziłam, że dam lekturze szansę. Książka opowiada o znanym sędzi, który w wieku powyżej 60 lat postanawia rozwieść się z żoną, małżeństwo z którą trwało 40 lat, i ożenić się z prawie o połowę od niego młodszą kochanką. Lektura opowiada o tym, co doprowadziło do tego, że dwoje ludzi, mimo iż spędzili u swego boku 40 lat, stali się tak naprawdę sobie obcy, o tym, jak cała sytuacja wpływa na resztę rodziny (dwoje synów głównego bohatera i ich rodziny) oraz o tym, że czasem, mimo wszelkich chęci, podążanie za głosem serca nie jest najrozsądniejszym wyjściem. Przyznam szczerze, że spodziewałam się czytadła, na które moją jedyną reakcją będzie wzruszenie ramion, ale książka jest dobrze napisana i ostatecznie nie żałuję spędzonych z nią godzin :)


Tę książkę kupiłam kręcąc się po księgarni. Przyciągnął mnie tytuł (spodziewałam się czegoś o duchach) i cena :) Duchów nie było, ale lektura po przejściu pierwszych 100 stron mnie wciągnęła. Książka opowiada o pewnym małżeństwie. Elizabeth przed 10 laty wyszła za mąż za nudnego, ale rzetelnego i odpowiedzialnego Michaela. W małżeństwie tym nie było fajerwerków ani głębokich emocji, ale nie było również nieudane. Jednak po 10 latach Michael przestał zażywać leki. Okazuje się, że mężczyzna jest bardzo niebezpiecznym dla społeczeństwa schizofrenikiem, o czym Elizabeth nie wiedziała. Przyjmowane lekarstwa kontrolowały zachowanie jej męża. Po rzuceniu tabletek przez kilka tygodni w małżeństwie pary nastąpił prawdziwy miesiąc miodowy, po czym choroba wzięła nad Michaelem górę. Akcja książki rozwija się bardzo wolno. Początek jest wręcz nudny, ale potem robi się coraz ciekawiej :)


Tę książkę pożyczyła mi Przyjaciółka. Dobrze wiedzieć, co dzieje się z naszym ciałem w czasie ciąży, co jest normalne, a co powinno niepokoić. Książka jest prawdziwą kopalnią ciekawych informacji, jednak nie przekonało mnie poczucie humoru autorki książki. Denerwowały mnie jej niektóre określenia czy manieryzmy, ale ogólnie zdecydowanie warto było przeczytać :)





Na sam koniec coś z innej beczki. Zaczyna się chyba u mnie okres dziwacznych zachciewajek. W środę w nocy nagle zapragnęłam zjeść hot-doga, więc w czwartek J. zrobił dla mnie tę pyszną przekąskę z talerza obok. Dlaczego hot-dog? Kiełbasa w bułce z musztardą? Nawet nie pamiętam, kiedy wcześniej zjadłam hot-doga, więc ta dziwna zachcianka strasznie mnie rozśmieszyła :D

45 komentarzy:

  1. Hot dog mówisz.. Nie najgorsze zachcianki;) książek tych nie znam, chociaż schizofrenik wygląda świetnie:)
    Sama mam rozkojarzenie niezłe ostatnio, choć ciąży brak. Muszę nadrobić zaległości blogowe, Ty widzę jesteś na bieżąco.

    Szybkie pytanie ulubiony zwierzak na bluzki wnętrza itp? (sowa? kot?)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż jestem ciekawa, co będzie dalej. czy będę miała ochotę na śledzie z dżemem :P

      cóż, po porodzie nie będzie siedzenia przed kompem, więc teraz korzystam ;)

      chyba sowa :)

      Usuń
  2. Żadnej z książek nie czytałam,chętnie się z nimi zapoznam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. zachcianki pewnie dopiero sie zaczynaja:D! ta pierwsza ksiazka mnie zaciekawila, kojarzy mi sie troche z filmem 'Sluzace' ..W koncu jestem po maturze to mam czas na czytanie czegos innego niz lektury, wiec chyba sie skusze:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poza tym warto sięgać po klasykę ;)

      Usuń
  4. Ja ostatnio czytam Dziewczyny Wojenne, czyli opowieści kobiet, które przeżyły II wojnę światową, które w różnym stopniu brały udział w obronie kraju. Piękne historie! Nie mogę przestać o nich myśleć :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow, duuużo tych książek! A hot dogi wyglądają apetycznie :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ta książka o mężczyźnie chorym na schizofrenię mnie zaintrygowała, ciekawią mnie takie tematy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ej, dobry hot-dog nie jest zły ;) Inna sprawa, że sama nie jadłam hot-doga od... hmm? 15 lat! o.O

    OdpowiedzUsuń
  8. Jakiego masz Kindle'a? Służy Ci? Ja właśnie rozglądam się za swoim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. amazon kindle 3g. bardzo mi służy, uwielbiam to urządzonko :)

      Usuń
  9. Ach, hot-dog... Ja mam ochotę na pizzę ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale ja oponkę z brzucha zrzucam ^^"

      Usuń
    2. aaa, w takim razie mozesz zjesc tylko maly kawalek :P

      Usuń
  10. Pierwszą książkę wpisuję na listę "do przeczytania" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ja polecam 'Houston, mamy problem' Grocholi, jeśli lubisz :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy nie czytalam nic od Grocholi. wole ksiazki fantasy od obyczajowych ;)

      Usuń
  12. mnie też ostatnio wzięło na hot-dogi choć w ciąży nie jestem;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale nabrałam ochoty na takiego hot doga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie ma bata, musisz sobie przygotowac :D

      Usuń
  14. fajna zachcianka, ja też nabrałam ochoty na hot doga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nawet dzisiaj sobie zrobilam dwa. hot-dogi sa dobre :)

      Usuń
  15. Ja jak mam ochotę na hot-doga to idę do pobliskiej Ikei, za złotówkę mam spokój :D

    Trzecia książka mnie zaciekawiła, koniecznie sprawdzę czy była u nas wydana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mam ikei w pobliżu... ale J. robi mi przepyszne hot-dogi, więc nie marudzę ;)

      Usuń
  16. Ciężarówkę znalazłam kiedyś w antykwariacie w okazyjnej cenie, więc się skusiłam, w końcu książka nie ma terminu ważności ;) Sama przeczytałam kawałek i mi się bardzo podoba forma w jakiej podane są informacje i poczucie humoru, ale w końcu po drodze natrafiła się ciąża koleżanki i dałam jej ją i w zasadzie jej opinia była identyczna do Twojej, więc przed zakupem warto sobie przeczytać fragmentami. Jest jeszcze później część dzieciozmagania o pierwszym roczku bodajże. A tak przy okazji, nie wiem, czy lubisz takie rzeczy, ale w WH Smith jest naprawdę pięknie wydany dziennik ciąży. na Amazon możesz zobaczyć, jak w środku wygląda: http://www.amazon.co.uk/My-Pregnancy-Journal-Interactive-Journals/dp/1841724351/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1369641091&sr=8-1&keywords=My+Pregnancy+Journal+Ryland+Peters+%26+Small

    I później w tym stylu jest też już "Baby Journal", ja dostałam ślinotoku, jak je zobaczyłam, jest bardzo w moim stylu, nie wiem czy Tobie się spodoba i czy w ogóle jest sens na to dać dychę, bo równie dobrze można mieć notesik i zapisywać przemyślenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie strasznie denerwował fakt, że np. autorka prześmiewa się z porównywania dziecka do owoców przy odnoszeniu się do rozmiaru płodu w każdym tygodniu ciąży (ponoć przeczytała takie porównania w jakimś poradniku), a sama nazywa dziecko "astronautą". cały czas. wtf, ja się pytam, jaki astronauta? poza tym nadaje swojemu dziecku przedziwne przezwiska (Żółtko, Pyza, Oofty-Goofty) - nie mam pojęcia skąd jej się to bierze. do tego kobieta już od pierwszego trymestru jęczy i narzeka, że jest gruba, ile to przytyła, itp. ja rozumiem, że duży brzuch pod koniec ciąży może przeszkadzać, ale w pierwszym trymestrze brzuch jest jak piłeczka i nie ma co marudzić na jego rozmiar. naprawdę.do tego to jej wkurzające nazywanie wszystkich elektryków/mechaników/stolarzy Edziem i wszystkich pielęgniarek Tereskami.... come on, come on,do mnie to zupełnie nie trafia, ani trochę. dlatego najbardziej interesowały mnie te części książki, które zawierały suche fakty. osobiste doświadczenia autorki to był potok żali, jęków i dziwnego nazywania dziecka i ludzi naokoło....

      huh, nawet nie pomyślałam, żeby prowadzić taki dziennik. nie wiem, czy czuję taką potrzebę, jakkolwiek to o mnie świadczy.... myślę, że najważniejszych momentów ciąży i tak do końca życia nie zapomnę :)

      Usuń
    2. Ja sama nie wiem, czy by mi taki dziennik był potrzebny i czy bym go w ogóle używała, ale bardzo mnie urzekł jego design po prostu, na tyle, że postanowiłam Ci go pokazać :)

      Właśnie moja koleżanka też nie akceptowała tych przezwisk itp., mi jakoś nie przeszkadzały, ale po pierwsze nie czytałam całości, a po drugie czytałam fragmenty nie będąc w ciąży, więc mogę nie być odpowiednia do weryfikacji :D Na pewno jednak w odpowiednim momencie będę chciała wrócić do lektury :)

      Jednak co do tego marudzenia od początku, to miałam znajomą, która od wykonania testu automatycznie była w bardzo zaawansowanej ciąży, cały czas było jej ciężko i narzekała jaka to ciężka praca bycie w ciąży jeszcze przed skończeniem pierwszego miesiąca, więc wiesz haha :)

      A natrafiłaś może na inną ciekawą lekturę o tej tematyce? Żeby były podane fakty, ale nie w takim bardzo suchym, poradnikowym języku?

      Usuń
    3. rozumiem :)

      nie wiem, moze mamy z kolezanka inne poczucie humoru niz pani Kaz :)

      omg. ja w pierwszym trymestrze mialam mdlosci, ale nie chodzilam i nie marudzilam o tym fakcie kazdej napotkanej osobie :) teraz jestem w 16. tygodniu i widac po moim brzuszku, ze jestem w ciazy. w dalszym ciagu jednak nie nazwalabym go wielkim. nie mam tez problemow z poruszaniem sie, itp ;) nie wiem, takie jeczenie na wyrost jest dla mnie kompletnie bez sensu. ktos chce byc chyba w centrum uwagi :)

      szczerze mowiac, ten jeden poradnik zaspokoil moja ciekawosc odnosnie samej ciazy. raczej nie bede wiecej siegac po tego typu lektury. zdecydowanie wole poczytac ksiazki o tym, co bedzie PO porodzie. to moje pierwsze dziecko i bedziemy z J. mogli liczyc tylko na siebie... jego mama na Karaibach, moja w Polsce... musze poczytac o tym, jak zajmowac sie malutkim dzieckiem, o etapach jego rozwoju - to mnie teraz najbardziej interesuje :)

      Usuń
  17. Haha, dobre z tym hot dogiem, te zachcianki smakowe w ciąży mogą być naprawdę zaskakujące :-)) moja siostra też takowe miewała, kiedyś wysłała mnie do nocnego po kalafior...
    Też mam tę listę 100 książek na Kindlu i sukcesywnie staram się czytać pozycje z niej, szkoda, że nie doceniono polskich autorów, no ale cóż ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po kalafior? wow :D

      w sumie nieładnie, co nie? bo docenili wielu rosyjskich pisarzy, wiec choćby naszych "Chłopów" mogli na listę wciągnąć ;)

      Usuń
    2. Tak, po kalafior :-P zamarzył się jej ugotowany na parze, zjadła prawie całego :-))
      Zgadzam się z Tobą - poza tym "Chłopi" to świetny przykład i bardzo dobra powieść, poza tym nie bez powodu Reymont otrzymał za nią Nobla. Bywa :-))


      Widzę, że rozmawiacie o książkach dotyczących ciąży, chciałabym Ci polecić wpis Gosi z Pingera http://czytaczka.pinger.pl/m/18243785

      W ogóle cały blog jest taki przyjemny i ciepły, może Ci się spodoba :-**

      Usuń
    3. sorki za powtórzenia!

      Usuń
    4. bardzo dziekuje za polecenie :)

      Usuń
  18. niech żyją kindle! od kiedy pojawiły się u nas w domu, praktycznie zaprzestaliśmy czytania książek papierowych i mimo że mówię, że uwielbiam zapach papieru i odczuwam dużą przyjemność z czytania na papierze, kindle wygodą i szybszym (sic!) czytaniem wygrał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. doskonale wiem, o czym mowisz :) chociaz jesli mam okazje siegnac po papierowa ksiazke, robie to z przyjemnoscia :)

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...