środa, 2 sierpnia 2017

Podsumowanie zużyć lipca.

W lipcu moja doba była zdecydowanie za krótka i miałam niewiele czasu dla siebie. Aż dziw zatem, że zużyłam wszystko, co Wam zaraz pokażę.

Zacznijmy od kolorówki i perfum:
 

Przez cały lipiec pryskałam się końcówką bardzo przyjemnych perfum Flora by Gucci w wersji Glorious Gardenia (klik). Lubiłam tę kompozycję. Po ponad roku zużyłam w końcu "mineralną" bazę pod cienie Artdeco (klik). Była średniakiem i nie tęsknię za nią. Trochę tęsknię natomiast za maskarą tej marki, All In One Panoramic Mascara (klik). Świetny tusz, który nadawał moim rzęsom zauważalnej objętości. "Wyszła" mi też odsypka cienia mineralnego Miami Taupe z Lily Lolo (klik). Taki typowy nudziak na dzień do  makijażu typu makeup no makeup. Niezobowiązujący makijaż czasem nie obejdzie się bez niezobowiązującej, bezpiecznej pomadki. Taką była Maybelline Color Whisper w odcieniu 120 Petal Rebel (klik). A jeśli chodzi o bibułki matujące, KOCHAM różowe Theatric i mam kolejne opakowania w zapasie.


Kolorówka omówiona, przejdźmy zatem do pielęgnacji:


O zużytych próbkach się nie wypowiem, bo nie zapadły mi w pamięć - czyli nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia. Płyn oczarowy Fitomedu był dobrym tonikiem, ale ze względu na to, że miałam dwa opakowania, a po zużyciu pierwszego mocno mi się znudził, oraz że pompka dawała fajną, obfitą mgiełkę, używałam go podczas porannego makijażu do zwilżania Beauty Blendera. Podkłady troszkę zyskiwały na działaniu nawilżającym, więc byłam ogromnie zadowolona z takiego zastosowania dla tego produktu. Płyn micelarny Bielendy, jak wiecie z poprzedniego posta (klik), sprawdził się u mnie bardzo dobrze. Nie tylko kupuje mnie delikatnością i skutecznością, ale podoba mi się, że producent wzbogacił go o ciekawe substancje aktywne. Balsam do ust Tisane to mój hit. Aplikuję go na noc i budzę się z pięknie nawilżonymi, gotowymi na wszelkie pomadki ustami. Dwa widoczne kosmetyki Skin&Tonic pochodzą z zestawu, który dostałam od kochanej Hexxany. Na pewno opiszę w osobnej notce swoje wrażenia ze stosowania całego pakietu, bo warto. Masełko do demakijażu było bardzo poprawne. Ładnie pachniało eukaliptisem i świetnie rozpuszczało makijaż twarzy. Nie podrażniało oczu i nie powodowało mgły, ale niestety nie radziło sobie z rozpuszczeniem maskary i kresek. Fajnie było poznać ten kosmetyk, ale nie przebił moich ukochanych olejków hydrofilnych. Mgiełka różana tej marki również okazała się przyzwoita; delikatnie nawilżała skórę i gasiła grę naczyń. Różany zapach był nieco "lepki" acz przyjemny. Jedyne, co mi nie pasowało, to atomizer, który pryskał wielkimi kroplami zamiast drobną mgiełką.


Peeling do stóp Fuss Wohl bardzo lubię i kupuję regularnie. Pasuje mi, że to ostry, sproszkowany pumeks w kremowej, nie pieniącej się bazie. Dość regularnie wracam też do fioletowego Lactacydu. Bo lubię. Odżywka do włosów z aloesem i granatem Alterry również nie gości u mnie po raz piewszy ani ostatni. Moje kłaki ją lubią; są po niej nawilżone i błyszczące. Antyperspirant Dove spisał się przeciętnie; dezodorant Crystal stosowałam jedynie na noc i tu się sprawdził. Mydło Płatki Róży z Lawendowej Farmy było bardzo przyjemne. Miało ładny, różany zapach i przynosiło mi radość pod prysznicem. A mydło Kawa z Cynamonem tej samej marki to mój ulubiony peeling kawowy ever (klik). Pięknie pachnie cynamonem i jest bardzo ostre, a do tego nie brudzi brodzika i jest mega łatwe w użyciu. Czego chcieć więcej?


Ta buteleczka po olejku z dzikiej róży z Mazideł zawierała mieszankę tego oleju z Voluplus, który ma ujędrniać i powiększać biust. JEST TO PRAWDZIWY HIT. Jeszcze przed czterema miesiącami moje piersi wyglądały jak baloniki, z których ktoś spuścił powietrze. Dzięki cowieczornemu wcieraniu tego olejku (i pewnie trochę też dzięki ćwiczeniom siłowym na górne partie ciała) biust zdecydowanie odzyskał elastyczność  i jędrność, i już nie zwisa. Jest nieprównywalnie lepiej niż było! Zabieram się za drugą butelkę i jakoś w trakcie jej zużywania popełnię osobną notkę na temat tego cuda. I będę się zachwycać... A poza tym zużyłam również mojego wielkiego ulubieńca do dłoni - mocznikową Isanę, dobry krem do stóp Evree (klik), baaardzo przeciętny krem do rąk Eveline (klik), olejek do ciała Evree slim, który bardzo lubię, bo ładnie nawilża i uelastycznia skórę, a do tego przyjemnie cytrusowo pachnie, oraz serum antycellulitowe Bielendy. Akurat ta wersja była rozgrzewająca i naprawdę dawała czadu na granicy bólu.


***

A poza tym w ubiegłym miesiącu odwiedziła nas rodzina z Karaibów. Siostrzenica mojego faceta lubi makijaż, więc miała ogromną ochotę na przegląd mojej toaletki, co skończyło się tym, że podarowałam jej gromadkę kosmetyków, które bardzo lubiłam, ale ze względu na ilość posiadanej przeze mnie kolorówki, nie siegałam po nie tak często, jak na to zasługiwały. Nowy dom, nowy cel i nowe życie zyskały:
  • paleta In The Balm Of Your Hand od The Balm - mimo iż ją naprawdę lubiłam, rozstałam się z nią, bo posiadam odpowiedniki kolorystyczne niemal wszystkich zawartych w niej cieni i różów, rozświetlacz Mary-Lou mam w palecie Balm Jovi, a bronzer Bahama Mama wyglądał na mnie troszkę zbyt "brudno"
  • paleta Naked 3 od Urban Decay, która troszkę mi podpadła tym, że kolory między sobą za bardzo się na oku mieszały, ale był okres kiedy służyła mi naprawdę dzielnie - za to Em od dawna chciała ją przetestować, więc teraz ma okazję
  • palety Max Factor w wersji 03 Rose Nudes oraz Makeup Revolution Chocolate Vice - obie dobre jakościowo i ładne
  • baza pod cienie Artdeco (wersja słoiczkowa)
  • dwie kredki do oczu Sephory
  • serduszkowy rozświetlacz Makeup Revolution w odcieniu Peachy Pink Kisses - nawet go dobrze nie przetestowałam, ale rozświetlacze nie do końca mnie kręcą, a ten tak pięknie wyglądał na skórze Em...
  • pomadki: Lady Danger od MAC (jak się okazało, idealny odcień czerwieni dla Em, wyglądała w niej fenomenalnie), dwa nudziaki Rimmela z serii Long Lasting (077 Asia oraz 101 by Kate), dwie pomadki Golden Rose z serii velvet matte (10 i 26),  dwie kredki Golden Rose matte lipstick crayon (04 i 10), sławną 03 z serii Longstay od Golden Rose, Vivid Matte Liquid od Maybelline w odcieniu 05 Nude Flush oraz Revlon Ultra HD Matte Lipcolor w odcieniu 600 Devotion
  • około 20 lakierów do paznokci w rozmaitych odcieniach nude takich marek jak Inglot, Me Me Me, Bell, Wibo, Nails Inc, Nars, OPI, Golden Rose

Ta wizyta okazała się doskonałą okazją do declutteringu. Na toaletce zrobiło się sporo miejsca, choć kolorówki nadal nie muszę kupować przez kilka lat do przodu ;) Ale najbardziej się cieszę, że to wspomnanie wyżej stadko będzie w częstszym niż u mnie użyciu i że będzie przynosić komuś radość!

42 komentarze:

  1. Imponujące denko! Perfumy Flower by Gucci mają śliczny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też często wydaję kosmetyki, których rzadko używam, jest wtedy więcej miejsca na nowe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiadomo :)

      rzecz w tym, że nie zawsze mam komu oddać (bo np koleżanki danej rzeczy nie chcą) bądź sama nie mam wielkiej ochoty na rozstanie, choć przeczy to logice ;)

      Usuń
  3. Masła do demakijażu to moi faworyci :) świetnie się u mnie sprawdzają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja pozostaję fanką olejków hydrofilnych :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię Tisane, dziś zużyłam swój podkład mineralny :/ na szczęście mam już kolejny na jego miejsce

    OdpowiedzUsuń
  5. jeju jak ja bym chciala zeby ktoś do mnie wpadł na przeglad toaletki 😊 niestety nikogo to nie kreci tak jak mnie.... szkoda 🙄 nastepnym razem wyslij ja tez do mnie plis 😉

    OdpowiedzUsuń
  6. jeju jak ja bym chciala zeby ktoś do mnie wpadł na przeglad toaletki 😊 niestety nikogo to nie kreci tak jak mnie.... szkoda 🙄 nastepnym razem wyslij ja tez do mnie plis 😉

    OdpowiedzUsuń
  7. Olej ujędrniający piersi bardzo mnie zaciekawił

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajnie, że udało Ci się zrobić taki porządek w kolorówce - siostrzenica Twojego Lubego z pewnością się ucieszyła, a u Ciebie zrobił się większy luz, tym bardziej jeżeli nie sięgałaś po te kosmetyki aż tak często :) Ja ostatnio na Insta zrobiłam takie szybkie rozdanie ze świeżą, bardzo mało używaną kolorówką (np. tylko dla sprawdzenia koloru) i wbrew pozorom naprawdę było dużo zgłoszeń! Cieszę się, że mogłam się pozbyć "balastu" bo np. kolory mi nie pasowały, a przynajmniej ktoś się ucieszył. A czemu te bibułki są takie dobre? Mają inną strukturę czy co takiego? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim odczuciu te bibułki lepiej ściągają sebum i co za tym idzie skóra pozostaje na dłuższy czas odświeżona bez naruszenia makijażu. Kupiłam je kiedy byłam w Polsce, bo miałam cały czas w głowie rekomendację Kingi i potem przed wyjazdem zrobiłam niezły zapas :D Śmiało mogą konkurować z wielbionymi bibułkami z Inglota, które też kupiłam, ale Theatric postarała się. Nawet bardzo :D Mam też z tej firmy spray utrwalający makijaż i jestem pod ogromnym wrażeniem.

      Usuń
    2. Basiu, post sie pisze :D ale generalnie uwielbiam je za to, że są duże, mocne i bardzo chłonne :)

      Usuń
  9. Bardzo ładne denko! Takie uszczuplenie kolorówki również mi by się przydało. Ostatnio udało mi się oddać lub wyrzuć około 50 lakierów do paznokci, a teraz takie porządki muszę zrobić w kolorówce.

    OdpowiedzUsuń
  10. Voluplus pamiętam z wpisu Bogusi, nawet przez chwilę zastanawiałam się czy nie kupić ;) Będę za kilka tygodni w Polsce, więc chyba pokuszę się o testy (aczkolwiek powiększenia to ja za bardzo nie chcę i nie potrzebuję :P).

    Szkoda, że miniatura tej mgiełki ze Skin & Tonic trafiła się z takim atomizerem. Steam Clean kocham, ale u mnie ani olejki, ani tego typu balsamy nie służą do demakijażu oczu. Do twarzy jak najbardziej <3
    Za to dłuższy pobyt w kraju wykorzystam na zapoznanie się z micelami Bielendy, choć w kolejce pierwszy ustawił się lipowy micel Sylveco.

    Nie pozostaje nic innego, jak regularna dostawa tuszu ArtDeco :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja go właśnie po rekomendacji Bogusi kupiłam :)

      hm, z tym powiększeniem to nie jest tak, że piersi urosną o dwa rozmiary. u siebie zaobserwowałam wypełnienie (w sensie jakby tkanka tłuszczowa się wypełniła), dzięki czemu piersi nie wyglądają już jak dwa flaki - są pełniejsze i okrąglejsze. rozmiar stanika natomiast się nie zmienił, nadal jest to 65F :) tylko że biust wygląda ładniej, pełniej ;)

      na pierwszy ogień spróbuj kojącą wodę różaną! :)

      Usuń
    2. Muszę pomyśleć w takim razie, bo jeszcze pod uwagę biorę powrót do balsamu z Naturativ (ten z P&R świetnie mi służył).

      Zapisałam sobie :))) co prawda zrobiłam świeże zakupy z Naturativ, bo tonik wrócił do sprzedaży i było świetne promo :D

      Usuń
    3. rozumiem :)

      a kojąca woda różana Bielendy to micel, nie tonik ;)

      Usuń
    4. Coś czuję, że muszę przygotować listę i zrobić zakupy online, co w sumie od jakiegoś czasu robię przed przylotem do kraju. Nie wiem jak Ty, ale potem gdy stoję przed regałem dostaję oczopląsu :D

      Usuń
    5. dostawałam oczopląsu. do czasu, aż zaczęłam robić sobie listy zakupów ;)

      Usuń
  11. Też często oddaję zalegającą bez celu kolorówkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z tym, co napisałaś o declutteringu. Jest tyle świetnych rzeczy, które czasem warto - mimo że się je bardzo lubi - przekazać dalej komuś, dla kogo dana rzecz będzie odpowiedniejsza. W ten sposób wydałam m.in. dobre pół zawartości swojej szafy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja akurat szafę wydaję w miarę regularnie. a z kosmetykami czasem ciężko mi się rozstać :/

      Usuń
  13. Z Fitomed mam płyn lawendowy. Fajny jest :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Brawo Ty! Dobra z Ciebie cioteczka ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Musiałam sobie wyguglać decluttering :D a to po prostu posprzątane hehahaha - no i dobrze, niech kosmetyki mają drugie życie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha, to bardzo modne teraz słowo na anglojęzycznym youtubie :P

      Usuń
  16. I ja lubiłam tusz z Artdeco :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo, takie wizyty są super :). Jesteś dzielna, że oddałaś tyle dobroci, ale rozumiem Cię doskonale. Bibułki wreszcie muszę kupić, może wreszcie będę wyglądać jak człowiek w upały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdemu trudno się nie świecić w upały... to powiedziawszy, w Blackpool temperatura nie przekracza 18 stopni, upałów nie ma. w ogóle lata nie ma :/

      Usuń
  18. Jak dla mnie nic ciekawego. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...