wtorek, 10 kwietnia 2018

Podsumowanie zużyć marca. Zdobycze marca.

Od tygodnia zbieram się do stworzenia tego wpisu, ale do tej pory obowiązki zawodowo-prywatne skutecznie mi to uniemożliwiały. Ponieważ teraz mam kilka minut dla siebie, skawpliwie korzystam, żeby pokazać Wam, czego mi w marcu ubyło, a co przybyło.

Zmywacz do paznokci marki własnej drogerii Superdrug nie jest ani specjalnie dobry, ani zły. Robotę robi, choć wolniej niż np. zmywacz Isany.

Z kremem BB INMND Beauty Elements, o którym pisałam tutaj, nie polubiłam się do samego końca i zużyłam mieszając z kremem nawilżającym. Nałożony samodzielnie robił mi pudrową maskę na twarzy, zbierał się we wszelkich porach, na włoskach oraz podkreślał niedoskonałości. Zmieszany z kremem nie zastygał i zbierał się w liniach na twarzy, ale przynajmniej "jakoś" wyglądał przez godzinę czy dwie. Cieszę się, że się skończył.

Pomadkę Revlon Colorburst Balm Stain w odcieniu 001 Honey pokazywałam tutaj. Zauważyłam, że im bliżej byłam końca, tym sztyft coraz bardziej się utleniał i pomadka ciemniała. 

Konturówkę do ust Golden Rose Dream Lips Lipliner (klik) wyrzucam, bo jest sucha i drapiąca. Mam lepsze i po tę w ogóle nie sięgam.


 Pasta do zębów Meridol była w porządku. Zawiera fluor, ale była łagodna dla dziąseł, na czym mi zależało.

Olejek myjący z Biochemii Urody to mój wielki hit. Notkę na jego temat (klik) napisałam w 2012 roku! Uwielbiam rozpuszczać tym produktem makijaż, a  potem ewentualnie "poprawić" micelem przy cięższym makijażu oczu. Olejek szybko i skutecznie rozpuszcza cały brud na twarzy, a przy tym pięknie pachnie pomarańczami. Wracam do niego od lat.

Krem Aksamitna Róża marki IOSSI, który miałam w wersji miniaturowej, również podbił moje serce (klik). Produkt świetnie nawilżał i regenerował skórę, poprawił jej fakturę, łagodził rumień i pracę naczyń. Naskórek zrobił się gładki i miły w dotyku oraz wyglądał zdrowo i promiennie.











Niestety po ciąży została mi potliwość. Pocę się zarówno w dzień, jak i w nocy. Dlatego na noc, po wieczornym prysznicu, zabezpieczam się dezodorantami. Ten z Fenjal to chyba mój ulubieniec z tej kategorii. Jest przyjemny w stosowaniu i ma piękny gruszkowy zapach. Kiedy się budzę rano, nie czuję od siebie zapachu potu, więc działa w godzinach bardzo niskiej aktywności.

Kremu do stóp w piance Podopharmu użyłam tylko kilka razy i byłam przyjemnie zaskoczona, że tak lekka formuła potrafi skutecznie nawilżyć wymagające stopy. Niestety po tych kilku użyciach zepsuł mi się dozownik i najpierw wylała mi się z opakowania lawa produktu (ale na pewno nie wszystko, co było w środku), a potem już nic nie chciało wychodzić, mimo moich starań. W końcu się poddałam.

O serum antycellulitowym Organique pisałam w poprzednim poście (klik). Produkt wydawał się obiecujący, ale skończył mi się dosłownie po dziesięcu dość oszczędnych użyciach, więc nie zdążyłam nawet wyrobić sobie o nim zdania.

Nie do wiary, ale to był mój pierwszy w życiu antyperspirant Lady Speed Stick. Był OK, dawał radę tak do 8 godzin, co nie jest złym wynikiem.

Szampon Isany miałam u rodziców i stosowałam podczas pobytów w Polsce. Był OK, ale niczym mnie nie zachwycił. Po nim też swędziała mnie skóra głowy, ale nie tak wściekle, jak po większości drogeryjnych szamponów.

Micela Mixy krótko opisałam tutaj. Był skuteczny i nie podrażniał. Czego chcieć więcej? 

Trzyminutowa maska detoksykująca Estee Lauder (klik) sprawiła na mnie dobre wrażenie. Miniatura wystarczyła mi na sześć użyć. Maska miała postać zielonkawej pasty (opiera się na glince) o ogórkowym zapachu. Po każdej sesji moja skóra była oczyszczona, rozjaśniona, rozświelona, miła w dotyku i o ładniejszym kolorycie. Produkt ładnie oczyszczał i obkurczał pory oraz podsuszał wypryski, a przy tym w żadnym stopniu mnie nie podrażniał. Słowem, działał jak dobra glinka. Ogromny plus za to, że nie trzeba było jej zwilżać.

Z kolei maseczka liście zielonej oliwki Ziaji mnie nie zachwyciła. Miała nawilżyć walczącą z kaloryferami skórę, a zostawiła po sobie kilka wyprysków. Nie, dziękuję.

Kulka Fa fresh to był bubel jakich mało. Ten antyperspirant był nawet słabszy od zwykłych dezodorantów. Porażka, beznadzieja, śmierdziuch.

***

Jeśli o marcowe zakupy chodzi, nabyłam jedynie żel pod prysznic Dove, czego nawet nie chciało mi się fotografować. I byłyby to moje wszystkie marcowe nabytki, gdyby nie niespodzianka od Justyny:


Bardzo dziękuję! 

Nawilżające serum IOSSI przypadło mi do gustu, podobnie jak baza pod cienie Golden Rose, gdyż jest skuteczna. Nadal nie mogę się zdecydować, co sądze o kremie Resibo, ale dla mojej tłustej cery jest to chyba kosmetyk lepszy zimą niż wiosną/latem, kiedy bardzo szybko się wyświecam. Płyn do demakijażu MAC był w porządku, a rozświetlacz Make Up Revolution jest chyba trochę zbyt intensywny. Ja wolę delikatny efekt. Pomadka bardzo mnie ciekawi, ale chyba poczeka do jesieni, bo mam otwartych wiele pomadek w płynie i muszę ich trochę po(z)używać ;)

38 komentarzy:

  1. A mnie znowu olejek myjący tak pozapychał, że miałam armagedon na twarzy.
    Co do konturówek GR to dobrze, że przeczytała Twoje słowa, bo miałam zamiar kupić kilka kolorów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezły ten BB haha :D Ileż to już takich produktów człowiek miał.. Co do kredek GR mnie one akurat odpowiadają, bo wolę takie drapiące suche niż miękkie delikatne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie to drapanie było mega nieprzyjemne :/

      Usuń
  3. Mnie ta maseczka równiez nie zachwyciła :/ Micela Mixy mnie ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mówisz o Ziaji? lubię ich glinki, ale liście zielonej oliwki to porażka...

      Usuń
  4. sporo kosmetyków zużyłaś :) ja lubię en zmywacz od Superdrug- cena spoko a równie skuteczny jak Sally Hansen, więc po co przepłacać :)
    kochana musisz się nauczyć produkty typu podkłady, które się nie sprawdzają, bez wyrzutów sumienia wyrzucać :) szkoda czasu na zużywanie kiedy można na bużkę zaaplikować coś co się lubi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolę jednak zmywacze SH ;) za to w pełni podpisuję się pod drugą częścią wypowiedzi Justyny, na słabe produkty szkoda czasu. Jak się coś nie sprawdza, to kosz ;) Naprawdę chylę czoła, że masz takie zacięcie, ale to tylko kosmetyki i nic na siłę.

      Usuń
    2. też wolę zmywacze SH, są skuteczniejsze. nie znoszę natomiast kwaskowej nuty w ich zapachu i tego, że ten smrodek potem trzyma się na paznokciach :/

      wiem, wiem, ale... nie potrafię. nie potrafię się zmusić, żeby wyrzucić kosmetyk, który się nie zepsuł/przeterminował, a po dzieciństwie, które było szczęśliwe, ale zanim taty firma się nie rozkręciła, z finansami nie było szału, pozostał mi ogromny wstręt do "marnotrawstwa". tak już mam i to silniejsze ode mnie

      Usuń
  5. Olejek myjący z Biochemi Urody wciąż wisi na mojej liście - do wypróbowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja już nie wiem, ile opakowań zużyłam. uwielbiam go i gorąco polecam :)

      Usuń
  6. Krem z różą mam na swojej chciejliście :) Całkiem zacne denko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja na pewno go kupię jak się zrobi miejsce na półce ;)

      Usuń
    2. Też go kupię, jak tylko zrobi się u mnie miejsce i zapełni portfel ;)

      Usuń
  7. I tak jestem w szoku, że się "męczyłaś" z tym BB :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swoje powody napisałam w odpowiedzi do komentarzy Justyny i Asi-Hexxany :)

      ja ogólnie zwykle kończę, co zaczynam; tak już mam :P

      Usuń
  8. Ja szukam dla siebie minerału na upały :)

    OdpowiedzUsuń
  9. mam kilka kredek z tej serii Golden Rose, jestem teraz w pracy i pod ręką trzymam 521 i 512. ja zużywam je szybko i nie zdążą stwardnieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moja była twarda i drapiąca od samego początku :(

      Usuń
  10. Olejek myjący z Biochemii Urody - zaczęłam stosować też około 2012 albo jeszcze wcześniej. :-) Dawno go już nie kupowałam, ale wrócę do niego, b też go lubię.

    OdpowiedzUsuń
  11. Konkretne zużycia :) Wydaje mi się że nie używałam żadnego z kosmetyków, jakie tu pokazałaś.

    OdpowiedzUsuń
  12. Markę Podopharm bardzo lubię i mam ochotę na tą piankę. Szkoda, że opakowanie okazało się być wadliwe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Dawno nie miałam nic z marki Fa, ale zaskakujące, że jest aż takie złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż, ta konkretna kulka była okropna :/

      Usuń
  14. Ja też zaczynałam od antyperspirantów Lady Speed Stick, mam do nich sentyment i nadal do nich wracam :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja bym wypróbował ten krem bb :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dużo produktów których nie znam, krem z różą chetnie bym przetestowała 😍
      Pozdrawiam i obserwuje

      Usuń
  16. Jestem pod wrażeniem, że tak mało kupiłaś :D Ciekawe, czy ta pianka do stóp w ogóle ma takie słabe opakowania, czy Ty miałaś pecha, bo ogólnie brzmi fajnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam o niej kilka pozytywnych opinii, więc chyba tylko ja miałam pecha :/

      Usuń

Będzie mi miło, jeśli podzielisz się swoją opinią :)

Bardzo proszę o niepozostawiane komentarzy typu: "Fajny blog. Obserwuję i liczę na to samo". Nie reaguję na agresywną autopromocję, więc nie spamuj, a ja nie będę musiała cenzurować :)

UWAGA: komentarze w postach starszych niż 7 dni są moderowane. Zmusił mnie do tego zalew automatycznie generowanych komentarzy, mających na celu reklamowanie różnych stron internetowych.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...