niedziela, 30 września 2012

Zużycia wrześniowe (09.2012)

We wrześniu rozprawiłam się z kilkoma próbkami, odlewkami, odsypkami i miniaturkami:

  • Infinity, bibułki matujące; dostałam je od Maggie; są świetne! - duże rozmiarowo, chłonne, mocne, nie naruszają makijażu; bomba!
  • odsypka pudru Marizy od byłej blogerki KoraLik; RECENZJA; puder działa przyzwoicie, ale ze względu na skład nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie
  • Bielenda, serum punktowe; dostałam je od Hexxany; w Internecie doszukałam się, że produkt stosuje się pod oczy, ale u mnie wywoływał łzawienie, więc skończyło się na smarowaniu skórek i dłoni
  • peeling do ciała z glinką marokańską Yves Rocher; dostałam odlewkę od Hexx; FANTASTYCZNY peeling - bardzo dobrze ściera, ładnie pachnie, nie wysusza skóry, skóra jest po nim niesamowicie przyjemna w dotyku; zdecydowanie muszę się skusić na pełnowymiarowe opakowanie :)
  • kapsułki anty-ageing z Alverde; Hexx podesłała mi dwie kapsułki, które zdecydowanie rozbudziły moje zainteresowanie - przyjemny, pachnący nawillżacz do twarzy
  • próbki kremów do twarzy, na których podstawie nie dało się stwierdzić, czy kremy są fajne, czy nie ;)
  • L'Occitane, mydło (nie ma na zdjęciu), krem pod prysznic i balsam do ciała; prezent urodzinowy od Hexx; szerzej wypowiedziałam się na ich temat TUTAJ; mydło mnie zachwyciło, kremu pod prysznic nie pokochałam, ponieważ się nie pieni, balsam okazał się bardzo dobrym nawilżaczem
  • miniaturki balsamów do ciała Yves Rocher i La Roche Posay od Hexx - oba produkty przyzwoite
  • próbki kremu Siquens (wydaje się być całkiem ciekawy) oraz miniatura peelingu gommage marki Collin z mojego trzeciego BlogBoxa - peeling był skuteczny, buzia po nim była oczyszczona, rozświetlona i wygładzona


Wykończyłam również kilka produktów pełnowymiarowych:

  • zmywacze do paznokci Essence (bardzo skuteczny, ale wysusza skórki) oraz Superdrug (trochę mniej skuteczny od Essence)
  • base coat & top coat Miss Sporty; jako base coat produkt sprawował się bardzo dobrze (skutecznie zapobiegał odbarwianiu się płytki paznokcia), ale jako top coatu raczej go nie stosowałam, bo wtedy skracał żywotność manikiuru
  • Lawendowa Farma, Plastelinka Muminka; dostałam ją od Lady In Purplee; świetny, naturalny czyścik do twarzy, o którym pisałam TUTAJ
  • antyperspirant Dove; zrobiłam sobie odskok od kulek Nivei i Garniera :]; zapewniał mi wystarczającą ochronę i ładnie pachniał
  • Bielenda, płyn dwufazowy Awokado; do dziś nie wiem, czemu go kupiłam, bo nie lubię dwufazówek i ten płyn tego nie zmienił; nie zmywał makijażu szybciej od moich ulubionych miceli, zostawiał mgłę na oku i tłustą warstwę wokół oczu, nieeee
  • Bielenda, krem do rąk kuracja parafinowa; mój ulubiony krem do rąk; szerzej pisałam o nim TUTAJ
  • Joanna, szampon wzmacniający i odżywka wzmacniająca (jeszcze stare opakowanie); przyzwoity szampon bez silikonów i dobra odżywka, która nie pomaga rozczesywać włosów, ale nadaje im ładny połysk; redukcji wypadania włosów nie zauważyłam

Jeden kosmetyk trafił do kosza:


Kiedy kupowałam go w czerwcu nie doczytałam, że był ważny do września. Ale nie jest mi szczególnie smutno, że musiałam go wyrzucić, bo się nie polubiliśmy. Niby jest to samoopalacz, a musiałam aplikować go przez kilka dni z rzędu, żeby jakiś kolor się pokazał. Poza tym łatwo było o smugi, no i śmierdział. Powtórki nie będzie.



***
Pozwólcie, że na zakończenie podzielę się z Wami piosenką, którą lubię za jej energię :)

Nie, singielką nie jestem :]


sobota, 29 września 2012

Yves rocher podkład niebrudzący, Lirene Dermoprogram Natural Look 2 w 1, Hanskin Collagen Lifting BB: subiektywny przegląd

Od jakiegoś czasu testuję odlewki trzech wymienionych w tytule produktów:


Jak widać, produkty są zróżnicowane kolorystycznie :)

Jak się sprawdziły na mojej 26-letniej, tłustej cerze?


1. Yves Rocher, podkład niebrudzący (odcień 100)

Z wizażu:
Skóra nieskazitelna przez 14 godzin.
Płynna konsystencja z zawartością utrwalających fitopigmentów, która nie brudzi ubrań, łatwo się rozprowadza i pozostawia skórę nieskazitelną od rana do wieczora. Gwarantowana trwałość przez 14 godzin.
Składniki pochodzenia roślinnego: Wyciąg z soi, woda bławatkowa, witamina E, mangiferyna. Fitopigmenty to pigmenty mineralne otoczone roślinnym wyciągiem z soi. Idealnie się dopasowują do fosfolipidów skóry i zapewniają doskonałe połączenie podkładu ze skórą. Dzięki temu podkład doskonale się utrzymuje.
Testowane pod kontrolą dermatologiczną.
Podkład niebrudzący zawiera tylko pigmenty mineralne pochodzenia naturalnego.
Pudełka są z kartonu pochodzącego z kontrolowanych upraw leśnych.

Cena: 56zł / 30ml
(KLIK)

Sporą odlewkę podkładu dostałam od Lady In Purplee :* Produkt przypadł mi do gustu najbardziej z całej trójki :)

Podkład jest jasny (odcień 100) i wpada w żółć, a nie róż. Daje przyjemne, satynowe wykończenie oraz lekkie w stronę średniego krycie. Wygląda bardzo ładnie na twarzy: nie daje efektu maski, nie waży się, nie włazi w pory, nie utlenia się. Po przypudrowaniu skóra twarzy jest matowa przez 4-5 godzin - bardzo dobry wynik! Produkt nie zapycha cery. Jeden mały minusik podkład dostaje ode mnie za intensywny zapach. Nie lubię, kiedy produkty do twarzy są intensywnie perfumowane.

Polubiłam go :)



2. Hanskin, Collagen Lifting BB cream

Krem dedykowany jest cerom dojrzalszym od mojej. Ma działać liftingująco, przeciwzmarszkowo i wybielająco. Posiada filtr SPF 35 PA++

Miniaturę 10 ml kremu podesłała mi Hexxana :*

Na temat działania przeciwzmarszczkowego się nie wypowiem, bo nie mam jeszcze tego typu problemów. Wybielenia przebarwień nie zaobserwowałam, ale za to mogę powiedzieć, że filtr działa bardzo dobrze :)

Przejdźmy do właściwości kremu. Ma dość rzadką konsystencję, dzięki której aplikuje się go szybko i przyjemnie. Zapychania, utleniania się, czy zbierania w porach nie zaobserwowałam. Krem ma ładny, beżowy odcień i zaskakujące, jak na krem BB, dobre krycie. Ponieważ dedykowany jest cerom dojrzałym,  ma mocno rozświetlające wykończenie. I właśnie ze względu na nie na razie krem muszę sobie odpuścić. Cera tłusta + świetliste wykończenie = zintesyfikowany błysk i konieczność sięgnięcia po armię bibułek matujących już po 2 godzinach.

Krem się u mnie nie sprawdza, ponieważ nie jetem jeszcze w grupie targetowej. Muszę jednak stwierdzić, że jest to bardzo dobry produkt i wierzę, że cery 35+ (zwłaszcza te suche) będą z niego zadowolone :)



3. Lirene Dermoprogram Natural Look 2 w 1 (407 Light)

Z wizażu:
Zawarta w nowych fluidach Lirene Natural Look silikonowa baza Aksamitna Gładkość tworzy na skórze jedwabisty film, który idealnie wygładza i wyrównuje powierzchnię skóry, naturalnie kryjąc widoczne pory i delikatnie rozświetlając cerę. Jednocześnie, zawarte w bazie składniki pochłaniają nadmiar sebum, wspomagając matowienie skóry. Dzięki bazie, pigmenty fluidu są równomiernie rozprowadzone, fluid utrzymuje się na skórze dłużej, a makijaż wygląda świeżo i naturalnie przez cały dzień. Kompleks Skin-HydroSmooth zawarty w fluidach Lirene Natural Look zawiera pigmenty w specjalnych otoczkach, zapewniające równomierne rozprowadzenie fluidu, a także kwas hialuronowy, który intensywnie nawilża, pomagając przywrócić skórze aksamitną gładkość.
Skład: /`Tiramisu`/ Aqua, Dimethicone, Isodecane, Nylon-12, Cyclohexasiloxane, Squalane, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Dimethicone Crosspolymer, Glycerin, Sodium Chloride, Polyglyceryl-4 Isostearate, Silica Dimethyl Sylilate, Cyclopentasiloxane, Triethoxycaprylylsilane, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Parfum, Benzyl Alcohol, Limonene, Geraniol, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, CI 77891, CI 77492, CI 77491, CI 77499 (28.01.2011)

Cena: 27,99zł / 30ml (KLIK)

Sporą odlewkę tego produktu dostałam od Kataliny :*, u której podkład się sprawdza (recenzja Kat). Ja z kolei mam zupełnie inne odczucia...

Mazidło ma przyjemną formę musu i tuż po nałożeniu daje pół-satynowe, pół-matowe wykończenie. Ma lekkie krycie. Odcień 407 Light wpada w żółć i jest dla mnie sporo za ciemny. Widać to było nawet po roztarciu. Nie kolor jednak zniechęcił mnie do tego produktu, a to, jak zachowuje się on na mojej skórze. Po pierwsze, już przy aplikacji wchodzi mi w pory i w rezultacie mam na policzkach morze ciemnych kropek. Poza tym moja skóra najzwyczajniej w świecie dusi się pod silikonowym płaszczykiem (mam tak z każdą bazą silikonową, więc po nie nie sięgam) i reaguje wzmożoną produkcją sebum. Kiedy zaś po 2 godzinach wylewa mi się na twarz morze sebum (gdzie te składniki, co niby pochłaniają jego nadmiar?), podkład jeszcze bardziej ciemnieje mi na twarzy. Jednym słowem - produkt mnie oszpeca zamiast upiększać (na zdjęciu poniżej tego niestety nie widać).

Jak widać - dwie twarze, zupełnie inny efekt ;)


Znacie któryś z tych produktów?

piątek, 28 września 2012

Moje szminki Rimmel: 058, 070, 206, 600

Może i za maskarami Rimmela nie przepadam, ba!, wręcz ich nie cierpię, ale szminki marka ma zacne. Posiadam cztery i z 75% sztuk z tej gromadki jestem zadowolona. Cóż, znalazła się i czarna owca...

Oto pomadki, które swojego czasu przytuliłam:


Mamy tu trzy sztuki z serii Lasting Finish i jedną z serii Moisture Renew. O ile mnie pamięć nie zawodzi, cena pojedynczej pomadki nie przekracza 20 zł. Tak myślę. Na swatchach na dłoni kolor Airy Fairy wyszedł przekłamany - pomadka nie jest brązowa, a różowa.

Przyjrzyjmy się bliżej tym panienkom.


058 Drop of Sherry

Bardzo twarzowa, ciepła czerwień. Pomadka ma apetyczny, wiśniowy zapach. Jest miękka i kremowa. Produkt nie wysusza ust, ale też ich nie nawilża. Ponieważ kolor jest dość intensywny, trzeba co jakiś czas kontrolować stan makijażu. Poprawek dokonuję co 1,5-2 godziny. Pomadka nie zbiera się w bruzdach i nie zostaje na zębach. Zjada się w troszkę nieprzyjemny sposób - zostawia ciemniejszą obwódkę na brzegu ust, ale ponieważ jest to intensywny kolor, jak wspominałam, często kontroluję stan makijażu :) Lubię :)


070 Airy Fairy

Pomadka ma śliczny kolor przybrudzonego różu. Ten produkt również charakteryzuje się wiśniowym zapachem. Sztyft jest miękki i kremowy; nie wysusza ust. U mnie trwałość tej pomadki wynosi około 1,5 godziny. Szminka nie zbiera się w bruzdach. Uwielbiam ją :)


206 Nude Pink (przepraszam za skórki na ustach; widać je, bo do zdjęć nałożyłam grubą warstwę pomadki)

Jest to zdecydowanie mój ulubiony nudziak z kapką różu. Szminka ma identyczne właściwości jak Airy Fairy. Uwielbiam :)


600 Soft Coral

A to nasza czarna owca. Może to seria Moisture Renew jest mniej udana? W tej szmince podoba mi się tylko i wyłącznie kolor rozbielonego koralu. Reszta to katastrofa. Sztyft jest twardy i suchy, kolor rozkłada się nierównomiernie. Pomadka zawiera w sobie dość duże drobiny brokatu (czego niestety nie zauważyłam w sklepie), które czuć przy nakładaniu. Produkt wysusza usta (moisture renew? yeah, right) i podkreśla suche skórki. Po 1,5 - 2 godzinach od nałożenia kolor znika, a na ustach zostaje brokat. Zdecydowanie się nie lubimy. Zastanawiam się, czy mazidło nie powinno po prostu zaliczyć przeprowadzki do kosza...


Lubicie Rimmelowe pomadki? Bo ja spokojnie mogę je zaliczyć do swoich ulubionych :)

Teledyskowe mistrzostwo :)

Uwielbiam ten teledysk. Jak dla mnie mistrzostwo świata!


Samą piosenkę też bardzo lubię :)

czwartek, 27 września 2012

TAG: Moja Pielęgnacja Paznokci

Paznokci Świat zaprosiła mnie do TAGa o pielęgnacji paznokci. Muszę przyznać, że uważam temat za ogromnie interesujący i jestem ciekawa Waszych odpowiedzi. Może dzięki temu ulepszę własną pielęgnację :)

Ok, przejdźmy do części formalnej:


Zasady:
1. Jedna bądź więcej fotek z kosmetykami do pielęgnacji (odżywki,serum,olejki itp; itd)
2. Wklejamy Baner TaGu u siebie na blogu w poście,wraz ze zdjęciem kosmetyków

3. Otagowanie co najmniej 5 osób

4. Zostawienie komentarza z linkiem do posta zawierającego TaG

5. Nie TaGujemy osoby która, TaGowała Ciebie i osób wcześniej oTaGowanych


Zaczynamy! Moja pielęgnacja paznokci jest nierozerwalnie związana z pielęgnacją dłoni. Zacznę od tego, że mniej więcej raz w tygodniu wykonuję peeling dłoni i skórek, ukręcony samodzielnie z oliwy z oliwek, soli/cukru i kilku kropel cytryny. Po takim peelingu bardzo łatwo odsuwa się skórki bez dodatkowych chemicznych wspomagaczy.

Jeśli zaś chodzi o codzienną pielęgnację, nie jest to nic skomplikowanego. Kilka razy dziennie wcieram w dłonie, skórki i paznokcie krem do rąk (obecnie mój ukochany krem od Bielendy - kuracja parafinowa). Na noc zaś mieszam krem z maścią z witaminą A:



Poza tym na noc smaruję skórki i paznokcie dodatkowo jakimś masełkiem do tego przeznaczonym. Na chwilę obecną:



A w zapasach czekają:


Czasem zdarza mi się wcierać w skórki jakiś olejek (np. rycynowy, arganowy, oliwkę Hipp), ale szczerze mówiąc preferuję właśnie masełka. Mam wrażenie, że w moim przypadku sprawują się lepiej.

Ponieważ moje paznokcie z natury są kruche i łamliwe, zawsze mam na nich lakier, gdyż stanowi on swojego rodzaju dodatkową warstwę ochronną. I to rzeczywiście działa! Wystarczy, że po zmyciu lakieru odpuszczę sobie pomalowanie paznokci, mogę liczyć na kilka połamanych pazurów. Ponieważ maluję paznokcie 2-3 razy w tygodniu, sięgam po bezacetonowe zmywacze. Moimi absolutnymi ulubieńcami są zmywacze z Barbry i Inglota, gdyż zawierają w sobie olejki, które dodatkowo nawilżają skórki i paznokcie. Do skracania paznokci używam papierowych pilników.

Na chwilę obecną nie mam na stanie żadnej odżywki do paznokci. Wróć! Mam duet Nail Tek, ale nie sięgam po niego często, bo boję się formaldehydu. Z bezformaldehydowych odżywek używałam kiedyś Sensique i bombę witaminową Killy's, ale żaden z tych preparatów nie wzmocnił mi paznokci.

Poza tym kilka tygodni temu zaczęłam łykać suplement skrzyp+pokrzywa, na który namówiła mnie farmaceutka, kiedy kupowałam w aptece kwas foliowy. Nie wierzyłam za bardzo, że suplement coś zdziała, a tymczasem już po 2 tygodniach zaobserwowałam, że paznokcie zrobiły mi się grubsze, mocniejsze i szybciej rosną.

Jak widać, moja pielęgnacja nie jest bardzo rozbudowana, choć wydaje mi się, że dość optymalna. Mimo że działam regularnie, miewam co roku okresowe problemy z dłońmi, paznokciami i skórkami. Głównie spotyka mnie to zimą, kiedy niskie temperatury (a kremuję dłonie, noszę rękawiczki, itp.) doprowadzają do maksymalnego przesuszenia skóry, jej pękania, i zwiększonej łamliwości paznokci, oraz w okresie mniej więcej od maja/czerwca do października, na które to miesiące przypada szczyt sezonu turystycznego w Blackpool i moja aktywna praca barmanki.


Taguję:

środa, 26 września 2012

Tuli, mydło naturalne owsianka

Dziś będzie o produkcie, którego nie mogę nazwać bublem, ale który mnie nie zachwycił. 


Co o mydle owsianka mówi producent?

działanie:   Najłagodniejszy z naszych peelingów. Zmiękcza naskórek i delikatnie złuszcza martwe komórki.  Masaż pobudza krążenie i poprawia koloryt skóry. Stymuluje naturalny proces regeneracji komórek poprzez dostarczanie im cennych minerałów (m.in. potas, wapń, magnez, żelazo, mangan, a nawet cynk).
wskazania:  wszystkie rodzaje skóry, także podrażniona, pogryziona przez owady
stosowanie:  całe ciało, twarz
dostępność:  mydło jest dostępne w kostkach o wadze  90 - 100 g (KLIK)


Mydło kupiłam z myślą o myciu ciała, bo twarz myję mydłem Aleppo. Zależało mi na skutecznym, naturalnym peelingu, po którym nie będę musiała sprzątać prysznica ;) Do tego intrygowała mnie forma peelingu w kostce.

Jak widać, mydło ma postać żółtawej, prostokątnej kostki, w której zatopiono kawałki owsa. Zapach nie pieści zmysłów, ale nie jest zły. Jedyne określenie, jakie mi się nasuwa, to takie, że zapach jest... mydlany. A zatem mydło o zapachu mydlanym :P 

Producent pisze o delikatnym działaniu złuszczającym. Niestety na mojej dość grubej skórze działania takiego nie odnotowałam wcale. Nie jest to zdzierak. W zasadzie po mydło można sięgać codziennie, jak  po zwykłe mydło, tyle że wtedy na światło dziennie wychodzi jego zasadnicza wada - kostka bardzo szybko się zmydla. Praktycznie dwa tygodnie i po sprawie. A kostka kosztuje przecież 10 zł. Jakoś średnio się to kalkuluje ;)

Mydło oczywiście myje, ale też wysusza skórę. Balsam po kąpieli jest w moim przypadku koniecznością. Produkt bardzo dobrze się pieni.

Podsumowując, jako mydło kostka sprawdza się dobrze, choć nie pieści zmysłów zapachem i jest niewydajna. Jeśli zaś oczekujesz działania peelingującego, tutaj tego nie znajdziesz.

Znacie? Lubicie?

wtorek, 25 września 2012

Max Factor, max effect mini nail polish, 05 Sunny Pink


  • Dostępność: Polska - Rossmann, Superpharm; UK - Boots, Superdrug
  • Cena: ok. 20 zł / 3,99 funtów; ja swoje 3 sztuki dorwałam w promocji 3 for 2
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: duochrom - przechodzi z różu w złoto
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: klasyczny; mały, ale wygodny
  • Krycie: na paznokciach mam 3 warstwy; jak widać jest to raczej lakier do layeringu
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez najmniejszych problemów
  • Trwałość: zaczął odpryskiwać trzeciego dnia
Mini lakiery Max Factora różnią się między sobą poziomem krycia. Niektóre, jak pokazane tu wcześniej Cloudy Blue i Dazzling Blue, mogą być noszone samodzielnie; inne, jak Sunny Pink czy kultowy Fantasy Fire, nadają się raczej do layeringu...



  • Availability: Boots, Superdrug
  • Price: £3.99
  • Volume: 5 ml
  • Colour: pink and gold duochrome
  • Consistency: just right
  • Brush: classic; small but comfortable
  • Coverage: in the pictures you can see 3 coats - the varnish is still not opaque so it will probably be good for layering
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: it started chipping on the 3rd day
Max Factor mini nail varnishes differ in opacity. Some of them, for example Cloudy Blue and Dazzling Blue, can be worn on their own. Other, for instance Sunny Pink or Fantasy Fire, need a colour base...


Nałożyłam Sunny Pink na dwa lakiery: Essence c&g 36 enchanted fairy oraz Eveline 421.Efekt mi się podoba, zwłaszcza na lakierze Eveline :)


In the picture above you can see Sunny Pink layered on Essence c& g 36 enchanted fairy and Eveline 421. Looks good, doesn't it?

poniedziałek, 24 września 2012

Ortografia. Pisownia łączna i rozdzielna część 2: zrosty.

Oto, co na temat zrostów ma do powiedzenia Wielki Słownik Ortograficzny PWN:

Pisownia zrostów, czyli takich połączeń wyrazowych, których części składowe zatraciły swoją niezależność znaczeniową, jest łączna.

Wśród zrostów wyróżniamy takie, w których człon pierwszy się nie odmienia, np.
lwipyszczek, lwipyszczka, lwipyszczkiem;
maminsynek, maminsynka, maminsynkiem;
mysikrólik, mysikrólika, mysikrólikiem;
swawola, swawoli, swawolę;
żabiściek, żabiścieku, żabiściekiem;

takie, w których człon pierwszy się odmienia, np.
Białystok, Białegostoku, Białymstokiem;
dwudziestkapiątka, dwudziestkipiątki, dwudziestkąpiątką;
Krasnystaw, Krasnegostawu, Krasnymstawem;
woleoczko, wolegooczka, wolimoczkiem;

oraz takie, w których człon pierwszy występuje w dwóch formach: nieodmiennej i odmiennej, np.
rzeczpospolita, rzeczpospolitej, rzeczpospolitą;
Wielkanoc, Wielkanocy, Wielkanocą
albo: rzeczpospolita, rzeczypospolitej, rzecząpospolitą;
Wielkanoc, Wielkiejnocy, Wielkąnocą.

UWAGA: Możliwy jest też zapis: Wielka Noc, np. w czasie świąt Wielkiej Nocy.

Inne przykłady zrostów:
pięćdziesiąt, dwieście, dziewięćset itp.; Bogumił, Bogurodzica, czcigodny, dlatego, karygodny, lekceważyć, niespełna, pomału, poniewczasie, powszedni, przedsięwzięcie, psubrat, tymczasem, wiarygodny, widzimisię (= kaprys, zachcianka), wówczas, wtenczas, zmartwychwstanie, zresztą. (ŹRÓDŁO)

niedziela, 23 września 2012

Marion SPA, matująca maska na twarz

Maseczkę kupiłam w małej osiedlowej drogerii w Gdańsku za 4,20 zł. Ponieważ jest to maska w płachcie, jest oczywiście jednorazowego użytku.

Nie ukrywam, że do zakupu skusiły mnie obietnice producenta:


Płachta jest przycięta w strategicznych miejscach w taki sposób, że mniej więcej da się ją dopasować do kształtu twarzy. Jest porządnie nasączona, raczej niepodatna na rozerwanie i nie zsuwa się z buzi. Płyn ma okropny, intensywny zapach chemicznych kwiatków, który sprawił, że 10 minut z tą maską wcale nie były przyjemnością. Poza tym mając to cudo na twarzy odczuwałam niepokojące pieczenie, choć na szczęście nie przełożyło się ono na podrażnienie naczynek i widoczne zaróżowienie skóry (na bieżąco kontrolowałam sytuację). Niemniej przez to pieczenie nie odważyłam się przedłużyć czasu trzymania płachty na twarzy, a trzeba Wam wiedzieć, że po przepisowych 10 minutach materiał wciąż jeszcze był dość mokry. Cóż, wyrzuciłam, bo nie chciałam przez przypadek zrobić sobie krzywdy.

Jeśli chodzi o działanie, czyli najistotniejszą kwestię, tu jest dobrze. Po zdjęciu płachty moja buzia była rzeczywiście bardzo matowa, i mimo że nałożyłam krem na noc (skóra po maseczce nie była wystarczająco nawilżona), rano obudziłam się z nadal z matową twarzą. Poza tym maseczka rzeczywiście ładnie ściągnęła pory i delikatnie je oczyściła.

Aha, nie polecam stosowania maski przy ludziach. Chyba nie chcecie, żeby ktoś Was zobaczył w takim stanie:

buahahahaha, -100 do atrakcyjności ;)

sobota, 22 września 2012

So Sweet Blog Award

Słodkie wyróżnienie doszło i do mnie od przesympatycznej Basi8212. Bardzo, bardzo Ci dziękuję. Jest mi niesamowicie miło :* 






Sama pragnę obdarzyć ciasteczkiem:

  • Słomkę - w realu od 7 lat moją drogą Przyjaciółkę, a w sieci blogerkę o ciętym poczuciu humoru i ironicznym stylu pisania. Jaka by nie była długość posta, po dojściu do końca w głowie zostaje myśl "To już?". Można czytać, i czytać, i czytać...
  • Stri-lingę - bo jest jedyna w swoim rodzaju :)
  • Katalinę - bo jest przemiłą i piękną dziewczyną z drygiem do makijażu :)
  • Hexxanę - bo jesteśmy do siebie tak niesamowicie podobne pod wieloma względami :)
  • Basię - bo jest przesympatyczną osóbką. Bardzo przyjemnie się czyta Jej bloga :)
  • Lady In Purplee - bo mimo że nie znamy się osobiście, czuję jakbym znała Ją od lat :)
  • Kleopatre - bo ma dryg i do makijażu, i do zdobienia paznokci (przyznam, że trochę tęsknię za migdałowym kształtem Twoich paznokci :P)
  • Rudą - bo fajnie pisze i ma przepiękną tęczówkę :)
  • BeautyWizaz - bo jest bezinteresowna i ma cudowne włosy
  • Cammie - bo posługuję się cudowną, niemal literacką polszczyzną. Gdyby Cammie napisała książkę, w te pędy pobiegłabym do księgarni :)
  • Atquę - za serię retro i za rzetelne recenzje :)
  • Kosodrzewinę - bo zachęca mnie, by raz na jakiś czas zrezygnować z książek fantasy na rzecz klasyki :)
  • Jamapi - bo Ją lubię i już :)
  • Kartokę - bo jest sympatyczną "gadułą" (w dobrym tego słowa znaczeniu!) :)
  • Siempre la belleza - bo sama potrafi ukręcić sobie kosmetyki (podziwiam!) i dzieli się z nami ciekawymi przepisami :)
  • Malowaną Lalę - bo, jak ja, kocha fantasy :)

piątek, 21 września 2012

Clinique, High Impact Mascara

Czytałam o akcji w Douglasie, gdzie ponoć można wymienić starą maskarę na miniaturę jednego z trzech tuszów Clinique. A że sama posiadam miniaturę tuszu High Impact (tyle, że z jakiejś brytyjskiej gazety), pomyślałam, że napiszę o nim parę słów.


Jak widać, tusz ma klasyczną szczoteczkę średniej wielkości. Szczoteczka owa jest w moim odczuciu wygodna i bardzo ładnie rozdziela rzęsy. Tusz się nie rozmazuje ani nie osypuje, nawet po kilkunastu godzinach. Ma ładny odcień czerni, nie robi grudek i nie skleja rzęs. Tusz ogromnie zaskoczył mnie swoją wydajnością. Moja miniatura ma 3,5 ml pojemności, tusz otworzyłam w czerwcu i sięgam po niego średnio co drugi dzień, a nadal bardzo dobrze mi służy. Ogólnie jest to bardzo dobry produkt, ale czy warty swojej ceny? Chyba nie...

Jeśli chodzi o efekty, tusz delikatnie unosi i wydłuża rzęsy, ale nie nadaje im objętości. Taki subtelny, dzienny efekt...



***
Few words on the High Impact Mascara by Clinique:
  • classic brush, comfortable to use both on upper and lower lashes
  • no smudging, no panda-effect
  • nice black shade
  • no clumping
  • it lasts for ages, doesn't dry quickly
  • it slightly elongates the lashes but doesn't give them much volume

czwartek, 20 września 2012

Lawendowa Farma, Plastelinka Muminka

Plastelinkę Muminka dostałam od kochanej Lady In Purplee :* Jest to kosmetyk bardzo, bardzo ciekawy.

Plastelinka to swojego rodzaju czyścik do twarzy. Dlaczego plastelinka? Bo konsystencją i plastycznością przypomina właśnie plastelinę. Oto, co pisze o produkcie jego twórczyni:

Plastelinki, bo mają podobną konsystencję, można je wałkować, turlać , jak prawdziwą plastelinę, a czyszczące, bo ich zasadniczym składnikiem są glinki kosmetyczne, a konkretnie francuskie glinki z Argiletz. Glinki, swoje wielorakie pozytywne działania pielęgnacyjne i lecznicze zawdzięczają zawartości soli mineralnych i mikroelementów takich jak: krzem, aluminium, magnez, wapno, żelazo, fosfor, sód, potas, miedź, cynk, selen. Glinki usuwają złuszczony naskórek, oczyszczają pory, adsorbują nadmiar tłuszczu, brud i toksyny szkodliwe dla skóry, poprawiają krążenie krwi.; skóra po nich jest gładka i zregenerowana. (ŹRÓDŁO)

Plastelinka Muminka przyszła do mnie w plastikowym słoiczku. W środku ujrzałam zieloną kulkę z cząstkami lawendy. Kulka pachnie ziołami i oczywiście lawendą.


Jest to produkt w 100% naturalny. W składzie figurują glinka kaolinowa, mączka migdałowa, gliceryna, suszony kwiat lawendy oraz olejek lawendowy. Ze względy na brak jakichkolwiek konserwantów czyścik należy zużyć w ciągu dwóch miesięcy od daty produkcji i właśnie tyle czasu zajęło mi zużycie tej 50 gramowej kulki przy częstotliwości stosowania raz na 2-3 dni.

Jak stosowałam ten produkt? Nabierałam na dłoń ilość wielkości ziarna fasoli, rozdrabiałam z niewielką ilością hydrolatu (z kwiatu pomarańczy) i wcierałam to w twarz. Plastelinka nie rozpuszcza się pod wpływem wody, tylko tak jakby się rozpada? Nie potrafię tego efektu opisać. Po zroszeniu hydrolatem w dłoni zostawały mi grudki glinki oraz mączki i cząsteczki lawendy. Nie dało się tego zaaplikować inaczej niż przez wcieranie właśnie. Potem zostawiałam te grudki na buzi na kilka minut, po czym wszystko zmywałam wodą.

czy wyglądam jak muminek? chyba nie...


Efekty? Znakomite! Plastelinka spokojnie może nam zastąpić mydło/żel do mycia twarzy. Glinka i mączka wchłaniają zanieczyszczenia takie jak sebum, resztki makijażu, itp. Skóra po zastosowaniu produktu jest ładnie rozświetlona i wygładzona, pory delikatnie ściągnięte. Produkt jest przy tym bardzo delikatny dla skóry i jej nie wysusza.

Czy zauważam w Plastelince jakieś wady? Owszem, jedną - podczas wcierania tego w twarz część grudek osypuje się do zlewu/brodzika, więc małe sprzątanie jest nieuniknione.

Plastelinka kosztuje 9,50 zł.

Jeśli macie ochotę na eksperymenty z czyścikiem w takiej formie, polecam :)

środa, 19 września 2012

Ortografia. Pisownia łączna i rozdzielna część 1: partykuła "nie".

Tum dum dum. Werble. Wiele z Was prosiło o ten post. Oto jest. Część pierwsza. Uwaga!!! Jest to post-tasiemiec dla wytrwałych.

Kiedy partykuła "nie" używana jako wykładnik zaprzeczenia stanowi integralną część danego wyrazu, a kiedy piszemy "nie" osobno? Odpowiedzi można szukać chociażby w Wielkim Słowniku Ortograficznym PWN - ten post działa na zasadzie kopiuj-wklej, bo zwięźlej się reguł podanych w Słowniku nie da podać. Chodziło mi bardziej o zamieszczenie reguł w jednym miejscu...

Nie, nie mam tych reguł w małym palcu. Bynajmniej. Zasad jest dużo, niektórych nie do końca rozumiem... Ale wiem, gdzie szukać informacji, jeśli mam wątpliwości :] Słowniki nie gryzą!


I. Nie - pisownia łączna.

"Nie" piszemy łącznie z:

1. rzeczownikami:
niebezpieczeństwo, niechrześcijanin, niecierpliwość, niedopuszczenie, niedyskrecja, niefizyk, niekapitalista, nienaturalność, niepokój, nieszczęście, niezdyscyplinowanie, nieziemskość, niezorganizowanie, nieżyciowość,
ale: nie-Aleksandrostwo, nie-Europejczycy, nie-Nigeryjka, nie-Polak
ale: nie chrześcijanin, lecz muzułmanim (ŹRÓDŁO)


2. przymiotnikami:
nieagresywny, niebiedny, niedrogi, niehałaśliwy, niekrakowski, niemiłosierny, nieodmienny, nieprzytulny, niesłony, nietykalny,
ale: nie-Szekspirowski (dramat)
ale: nie krakowski, lecz warszawski
ale: nie gorszy (ŹRÓDŁO)


3. imiesłowami przymiotnikowymi (czynnymi i biernymi), niezależnie od tego, czy użyte są w znaczeniu przymiotnikowym (zob. przykłady oznaczone literą a), czy czasownikowym (zob. przykłady oznaczone literą b), np.
(a) nieoceniony pracownik (= bezcenny, zasługujący na najwyższą ocenę), ale także:
(b) obraz nieoceniony jeszcze przez jury konkursu (= taki, którego nie oceniono);
(a) nieopisane trudności (= niedające się opisać), ale także:
(b) kraje nieopisane w podręczniku (= takie, których nie opisano);
(a) Matka Boska Nieustającej Pomocy, ale także:
(b) W Tatrach padał śnieg nieustający od tygodnia;
(a) Przyśnił mi się mój nieżyjący ojciec, ale także:
(b) Człowiek nieżyjący obecnie w Japonii nie zna grozy trzęsień ziemi.
Gdy imiesłów użyty jest w znaczeniu czasownikowym, dopuszczalne jest jednak stosowanie pisowni rozdzielnej.
WYJĄTKI: Zawsze stosuje się pisownię rozdzielną:
a) w wyraźnych przeciwstawieniach, np.
nie leżący, ale siedzący; nie leżący, lecz siedzący; nie leżący, tylko siedzący; siedzący, a nie leżący;
b) w konstrukcjach, których ośrodkiem jest spójnik ani lub ni (np. nie piszący ani nie czytający), czasem powtórzony (np. ani nie piszący, ani nie czytający).
UWAGA: Podane zasady dotyczące pisowni zaprzeczonych imiesłowów przymiotnikowych są oparte na uchwale Rady Języka Polskiego przy Prezydium PAN z dnia 9 grudnia 1997 r. Wcześniejsza reguła kazała pisać rozdzielnie imiesłowy użyte czasownikowo, a łącznie imiesłowy użyte przymiotnikowo.
Choć nowa zasada dopuszcza jako oboczną rozdzielną pisownię imiesłowów w użyciu czasownikowym, w niniejszym słowniku wszystkie zaprzeczone imiesłowy przymiotnikowe podajemy w pisowni łącznej. (ŹRÓDŁO)


4. przysłówkami utworzonymi od przymiotników:
niedrogo, niejasno, niemile, nietrudno; są to przysłówki utworzone od przymiotników niedrogi, niejasny, niemiły, nietrudny.
Bez względu na to, jaką funkcję pełnią te przysłówki w zdaniu, piszemy je łącznie: Niemile mnie zaskoczył (niemile — okolicznik). Tu jest niedrogo (niedrogo — orzecznik), ale: nie drożej (ŹRÓDŁO)


II. Nie - pisownia rozdzielna.

Nie piszemy rozdzielnie z następującymi kategoriami wyrazów:

1.  Przed czasownikami:
nie chcieć, nie odbyć, nie zrywać, nie jestem, nie jedzie, nie telefonowałem, nie zawiadomiła, nie świeciło, nie świeciłabym, nie zaskoczyłby, nie przeszkadzaj, nie roznoś, niech nie krzyczy, Janka nie ma w domu, Janek nie ma tej książki, nie wypadało się śmiać.
Ta reguła odnosi się również do czasowników, które bez przeczenia nie mają inne znaczenie:
nie dojadać (= głodować, oszczędzać na jedzeniu); dojadać (= kończyć jedzenie)
nie dopisywać (np. o apetycie); dopisywać (od: pisać)
nie dostawać (= nie otrzymywać, brakować); dostawać (= otrzymywać)
nie dosypiać (= spać krócej, niż się powinno); dosypiać (= śpiąc, dotrwać do pewnego czasu).
Reguła odnosi się również do czasownika nie omieszkać:
Nie omieszkaj (= nie zaniedbaj) iść do lekarza,
a także do używanego w środowisku prawniczym zwrotu nie omieszkać stawiennictwa (= nie zaniedbać stawienia się gdzieś).
WYJĄTKI: Czasowniki utworzone od rzeczowników z przedrostkowym nie, np. niepokoić (od: niepokój), niewolić (od: niewola), a także czasowniki niedomagać, niedowidzieć, nienawidzić.
Pisownia niedosłyszeć lub nie dosłyszeć zależy od znaczenia:
Mój ojciec od kilku lat niedosłyszy (= słabo słyszy),
Stenotypistka nie dosłyszała (= nie usłyszała) ostatniego słowa. (ŹRÓDŁO)

2.  Przed wyrazami brak, można, potrzeba, trzeba, warto, wiadomo, wolno, które mają znaczenie czasownikowe, np.
nie brak, nie można, nie potrzeba, nie trzeba, nie warto, nie wiadomo, nie wolno,
ale: Niepodobna tego odczytać. Wyraz niepodobna (= jest trudno, nie można) wyjątkowo pisze się łącznie. (ŹRÓDŁO)


3. Przed imiesłowami przysłówkowymi zakończonymi na -ąc i -łszy, -wszy oraz formami nieosobowymi zakończonymi na -no, -to:
nie będąc na przyjęciu; nie zdając sobie sprawy; nie zjadłszy obiadu; nie załatwiwszy sprawy do końca; nie znaleziono niczego; nie wykryto bandy złodziei. (ŹRÓDŁO)


4. Przed liczebnikami:
nie trzy; nie dwanaście; nie pierwszy; nie dwunasty; nie dwoje dzieci, ale troje; nie jeden milion pochłonął mu hazard, lecz ponad dwa miliony,
ale wyjątkowo: niejeden (= wielu, ten i ów), niejedno. (ŹRÓDŁO)


5. Przed zaimkami:
nie my to zrobiliśmy; nie każdy to potrafi; nie swój majątek przegrał; nie nasze auto; nie ten autobus; nie to zagadnienie; nie wszędzie; nie tu; nie tutaj; nie tam; nie tyle,
ale: nieco, niecoś, niejaki, niektórzy, poniektórzy, nieswój (= niezdrów), niewiele, niewielu. (ŹRÓDŁO)


6. Przed wyrażeniami przyimkowymi:
nie dla nas; nie z nim; nie przez każdego; nie o Marysi; nie w szkole; nie za długo; nie na czasie,
ale: niezadługo (= wkrótce) dotrze do nas. (ŹRÓDŁO)


7. Przed partykułami byle, lada:
Jedziecie nie byle gdzie.
Nie byle kto nas odwiedził.
Nie lada opinię sobie wyrobił.
To była nie lada propozycja (ŹRÓDŁO)

Ogromnie Was przepraszam, ale od tego miejsca blogger nie chce mi wyłączyć kursywy :((((((

8.  Przed przysłówkami niepochodzącymi od przymiotników:
nie bardzo; nie całkiem; nie dosyć; nie dziś; nie tylko; nie wczoraj; nie wnet; nie zaraz,
ale wyjątkowo: niebawem, nieraz [z akcentem na nie-] (= często, ale: nie raz [z akcentem na raz], ale wiele razy), niezbyt. (ŹRÓDŁO)


9. Przed przymiotnikami i przysłówkami w stopniu wyższym i najwyższym:
nie lepszy, nie najlepszy;
nie łatwiejszy, nie najłatwiejszy;
nie gorszy, nie najgorszy;
nie lepiej, nie najlepiej;
nie łatwiej, nie najłatwiej;
nie gorzej, nie najgorzej.
UWAGA: W pewnych, ściśle określonych wypadkach piszemy jednakże to przeczenie łącznie z formami stopnia wyższego i najwyższego przymiotników i przysłówków. Sytuacja taka zachodzi wówczas, kiedy przymiotnik lub przysłówek z partykułą nie oznacza nie zwykłe zaprzeczenie przymiotnika bądź przysłówka podstawowego, lecz jego wyraźną cechę przeciwstawną lub jeżeli przymiotnik czy też przysłówek bez partykuły nie w ogóle nie występuje. Przymiotniki i przysłówki tego rodzaju rozpoznajemy po tym, że cząstka naj- jako wykładnik stopnia najwyższego występuje w nich przed partykułą, a nie po partykule nie, np.
niegrzecznyniegrzeczniejszynajniegrzeczniejszy,
niedołężnyniedołężniejszynajniedołężniejszy,
niegrzecznieniegrzeczniejnajniegrzeczniej,
niedołężnieniedołężniejnajniedołężniej.
Formy typu niegrzeczniejszy, najniegrzeczniejszy oznaczają: ‘bardziej niegrzeczny’, ‘najbardziej niegrzeczny’; formy zaś typu nie grzeczniejszy, nie najgrzeczniejszy: ‘nie jest grzeczniejszy’, ‘nie jest najgrzeczniejszy’. Taka sama uwaga odnosi się do przysłówków. (ŹRÓDŁO)


 10. Przed przysłówkami wtedy, gdy partykuła nie jest nie tylko zaprzeczeniem, ale też wprowadza przeciwstawienie:
nie dobrze, ale wspaniale;
nie źle, lecz dobrze;
nie mądrze, tylko głupio. (ŹRÓDŁO)


11. Przed rzeczownikami wtedy, kiedy:
a) partykuła nie jest nie tylko zaprzeczeniem, ale też wprowadza przeciwstawienie:
to nie matka, ale teściowa;
nie przyjaciel, ale twój wróg;
nie las, tylko puszcza;
anioł nie człowiek;
anioł nie kobieta;
narzeczona to jeszcze nie żona.
Czasami w zdaniu takiego przeciwstawienia brakuje, ale łatwo się go domyślić: To nie przyjaciel, kto tak postępuje.
b) partykuła nie, występująca między identycznymi formami, tworzy wyrażenie uogólniające lub wskazujące na niepewność co do opisywanego obiektu:

Pogoda nie pogoda, pracować trzeba.
Święto nie święto, zawsze ubiera się elegancko.
Spojrzał na mnie przenikliwym wzrokiem ten jej mąż nie mąż.

c) partykuła nie występuje po przysłówkach bynajmniej i wcale dla podkreślenia prawdziwości sądu — wbrew przypuszczeniom, że mogłoby być inaczej:

Napadu dokonała grupa uzbrojonych mężczyzn, bynajmniej nie amatorów.
Wcale nie szczęście zdecydowało o wygranej.

d) są one poprzedzone wyrażeniem gdyby nie:
Gdyby nie przychylność sąsiadów, nocowałbym na klatce schodowej. (ŹRÓDŁO)
12.  Przed rzeczownikami użytymi w funkcji orzecznika:
Nie sztuka gniewać się.
Nie koniec jeszcze tych nowin.
Nie grzech tak dokuczać?
Nie wstyd ci tak bałaganić?
Nie strach ci opuścić Polskę?
Nie szkoda ci tego wyjazdu?
Nie sposób ich do tego namówić. (ŹRÓDŁO)


13. Przed przymiotnikami i imiesłowami przymiotnikowymi wtedy, kiedy:
a) partykuła nie jest nie tylko zaprzeczeniem, ale też wprowadza przeciwstawienie:
nie czarne, ale białe;
nie dobry wybieg, lecz wprost idealny;
nie rozpiłowany, tylko rozcięty.
b) partykuła nie, występująca między identycznymi formami, tworzy wyrażenia uogólniające lub wskazujące na niepewność co do opisywanego obiektu:
Samochód stary nie stary, najważniejsze, że jeszcze na chodzie.
Skąd pochodzi ten znajomy nie znajomy jegomość?
c) partykuła nie konfrontuje dwa stany rzeczy bądź też dwie cechy, aby wyeksponować jeden (jedną) z nich:
Sytuacja jest zła, ale nie beznadziejna.
Była wysoka, lecz nie szczupła.
Jest oszczędny, ale nie skąpy.
d) partykuła nie występuje po przysłówkach bynajmniej i wcale dla podkreślenia prawdziwości sądu — wbrew przypuszczeniom, że mogłoby być inaczej:
Urzędniczka, bynajmniej nie opryskliwa, szybko mnie obsłużyła.
Wcale nie śmieszny ten żart.
e) są one poprzedzone wyrażeniem gdyby nie:
Gdyby nie szybka reakcja ratownika, dziecko by utonęło.
Te same reguły odnoszą się także do pisowni partykuły nie z przysłówkami odprzymiotnikowymi (ŹRÓDŁO)

wtorek, 18 września 2012

Max Factor, max effect mini nail polish, 14 Dazzling Blue

  •  Dostępność: Polska - Rossmann; UK - Superdrug, Boots
  • Cena: 3,99 funtów / ok. 20 zł; ja kupiłam trzy sztuki w promocji 3 for 2
  • Pojemność: 5 ml
  • Kolor: niebieska baza z mnóstwem zielonych drobinek, które pod niektórym kątem mienią się na różowo; wykończenie frost
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: malutki, ale łatwo się nim manewruje
  • Krycie: satysfakcjonujące krycie uzyskałam po 3 warstwach
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: zaczął odpryskiwać trzeciego dnia
Lubimy się :)



  • Availability: Boots, Superdrug
  • Price: £3.99; I got 3 varnishes on 3 for 2 promotion
  • Volume: 5 ml
  • Colour: blue base with green and pink shimmer; frost finish
  • Consistency: just right
  • Brush: small but comfortable
  • Coverage: in the pictures you can see 3 coats
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: it started chipping on the third day
I like this shade :)


***
Co jeszcze? Od kilku tygodni jestem zafascynowana cudownym głosem Danny'ego O'Donoghue, wokalisty grupy The Script.

Tylko posłuchajcie:




Kocham ten głos <3

poniedziałek, 17 września 2012

Sleek, Blush, 926 Rose Gold. Asos po raz kolejny.

Jakiś czas temu pokazywałam tutaj róż Sleeka Sunrise (klik). Dziś zaś słówko o jego bardziej popularnym koledze, Różanym Złocie.

Od razu po zakupie nie byłam różem zachwycona. Wydawał mi się zbyt rozświetlający... Wystarczyło jednak, że zaaplikowałam go kilka razy, a róż podbił moje (niewierne różom) serce. Przechodziłam w nim większość lata :) Jest to zdecydowanie jeden z różowych faworytów w mojej kosmetyczce.

Może wymienię szybko szereg jego zalet:
  • piękny kolor, który cudownie ożywia cerę (ponieważ róż ma rozświetlające wykończenie, stosując go nie używam już rozświetlacza)
  • łatwość nanoszenia (nie robi plam, dobrze się rozciera)
  • porządna pigmentacja
  • trwałość - na mojej tłustej cerze trzyma się od nałożenia do demakijażu, nawet po kilkanaście godzin; nie schodzi plamami
  • solidne opakowanie
  • niesamowita wydajność
Wad, choćbym chciała, nie widzę :)

Róż kosztuje 4,99 funtów/8 g.



Some time ago I showed you the Sleek Sunrise blush (click). Today I'm going to review Rose Gold.

I didn't love Rose Gold immediately. I thought it was too gold and pearly. However, having worn it a few times I fell in love with it. At the moment it's one of my favourite blushes and I have worn it throughout summer.

What I love about it: 
  • a beautiful shade which makes me look young and pretty
  • the fact that it allows me to skip a highlighter
  • easy and even application
  • it's well pigmented
  • it stays put on my cheeks from the moment of application till I remove my make-up (sometimes well over 12 hours)
  • nice, black case
  • it's going to last for ages
I don't think this product has any faults.

It costs £4.99/8 g. 


***

Powinnam dostać zakaz wchodzenia na asos. Zobaczcie, co znowu wczoraj wykukałam:


Czyż ta koszula nie jest CUDOWNA? *_*

I jeszcze jedno. Ja bardzo szybko rujnuję zegarki. Będąc niezdarą wszech czasów wiecznie je o coś obijam. Po kilku miesiącach ze mną żaden zegarek nie wygląda reprezentacyjnie... Stan ostatniego egzemplarza woła o pomstę do nieba, więc kliknęłam to cudo:


Tym samym utopiłam wszystkie napiwki w ciuchach i akcesoriach :]

niedziela, 16 września 2012

Jesienne zakupy ciuchowe

Kiedy pokazałam Wam TUTAJ śliczną, chabrową sukienkę z koronki, którą kupiłam w asos.com na poprawiny wesela mojego brata, pojawiło się wiele głosów uznania. Nie dziwię się im, jestem w tej sukience zakochana bez pamięci. Idąc za ciosem zdecydowałam się dokupić sobie podobny, ale tańszy model - sukienek nigdy za wiele, prawda? A do tego kocham koronki...


Od razu mówię, że ponieważ mam 160 cm wzrostu, na mnie sukienka kończy się 4-5 cm przed kolanem. Nie jest tak krótka, jak na modelce :) Jest śliczna, choć nieco węższa niż chabrowa koleżanka. Nic to, nie zamierzam więcej przytyć, wręcz przeciwnie...


Przy okazji uzupełniłam niedobory w jesiennej szafie. Jakieś 80% moich ciuchów z zeszłego sezonu albo wyblakło, albo zmieniło fason po wielu praniach, więc odświeżenie garderoby planowałam od dawna. A na asos wiele rzeczy kusiło...


Tunika:


Koszula dżinsowa (marzyłam o takiej od dłuższego czasu):


Na mnie ta koszula jest dłuższa -tak do połowy tyłka, z czego się ogromnie cieszę :)



Bluzka over-size:


Oraz sweterek:


Widzicie wspólny mianownik tych zakupów? Wybieram fasony, które zatuszują mój wystający brzuszek ;) Dostałam go w spadku po mamie i mam go od zawsze, nawet kilka kilogramów temu był to mój "problem". Postawiłam również na różnorodność kolorów i fasonów :)

Ktoś może sobie pomyśli, że reklamuję tutaj asos. Nie, nie reklamuję. Robię tam zakupy, bo lubię. Podoba mi się fakt, że ciuchy zrobione są z porządnych materiałów, którym nie straszna pralka, i że są po prostu dobre skrojone i uszyte. Poza tym nie ma żadnych problemów ze zwrotami. Coś nam nie pasuje, wrzucamy odzież do koperty, wypełniamy stosowny papier, zanosimy na pocztę, a po kilku dniach dostajemy na konto zwrot pieniędzy za odesłany ciuch (a przynajmniej tak to działa w UK).

Chciałabym jeszcze upolować pasek z kokardką oraz "skórzane" legginsy, i jesienna garderoba będzie kompletna. Tak myślę.

Jak tam u Was, jesteście przygotowane ubraniowo na nadchodzące chłody?

sobota, 15 września 2012

L'Occitane: mydło savon extra-doux lait, krem pod prysznic oraz balsam do ciała ultra rich

Dziś kilka słów o kosmetykach L'Occitane en Provence, które dostałam od kochanej Hexxany w prezencie urodzinowym. Jeszcze raz dziękuję :*

Bez owijania w bawełnę przyznaję, że mam pozytywne zdanie na temat tych trzech produktów. O ile krem do rąk 20% masła shea niezbyt mi służył, tak mydło, krem pod prysznic i balsam do ciała to już zupełnie inna historia...

Wszystkie trzy kosmetyki, które Wam tu pokazuję, łączy podobny zapach charakterystyczny dla produktów o aromacie mleko-miód. Dla mnie bardzo przyjemny. Zapach nie utrzymuje się długo na skórze, co dla mnie jest plusem, bo wolę pachnieć perfumami ;)


Mydło extra-doux lait:

Używałam go tylko do mycia ciała. Ze swojego podstawowego zadania, czyli mycia i odświeżania, wywiązuje się znakomicie. Mydło nie wysusza skóry, ale też jej nie nawilża. Po kąpieli pozostaje na skórze delikatny, charakterystyczny mydlany osad, więc bez balsamu raczej się nie obędzie. Niesamowicie zaskoczył mnie fakt, że mimo iż mydło bardzo dobrze się pieni, bardzo wolno się zmydla - ta kostka wystarczyła mi na ok. 6 tygodni codziennych kąpieli! Najwydajniejsze mydło z jakim się spotkałam :) Wisienką na torcie jest niezwykle przyjemny skład:

Sodium Palmate**, Water**, Sodium Palm Kernelate**, Sodium Cocoate**, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract**, Fragrance, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil**, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil**, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract**, Coriandrum Sativum Seed Oil**, Juniperus Virginiana Oil**, Palm Acid**, Sodium Chloride**, Glycerin**, Citric Acid**, Palm Kernel Acid**, Sodium Hydroxide, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Tetrasodium Edta, Tetrasodium Etidronate, Tocopherol**, Cetearyl Glucoside**, Xanthan Gum**, Benzyl Alcohol**, Linalool**, Alpha,Isomethyl Ionone, Citronellol**, Coumarin**, Geraniol**.

**Natural Origin Ingredients


Krem pod prysznic 5% masła shea i balsam do ciała 15% masła shea:


Krem pod prysznic 5% masła shea ma postać rozwodnionego mleczka. Nie pieni się, co u mnie, przyzwyczajonej do piany pod prysznicem, powodowało mały psychiczny dyskomfort. Niemniej właściwościom myjącym i odświeżającym tego produktu nie można wiele zarzucić. Krem jest delikatniejszy dla skóry niż mydło; nie wysusza. Niemniej, gdybym miała wybierać między mydłem a kremem, postawiłabym na mydło - ale to zależy tylko od naszych upodobań ;)

Skład:
Aqua**, Disodium Laureth Sulfosuccinate**, Tea-Lauryl Sulfate, Disodium Lauryl Sulfosuccinate**, Sodium Cocoyl Isethionate**, Zea Mays (Corn) Starch**, Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Extract**, Cetearyl Alcohol**, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Cocamidopropyl Betaine**, Acrylates Copolymer, Butyrospermum Parkii (Shea Butter)**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil**, Juniperus Virginiana Oil**, Coriandrum Sativum Seed Oil**, Parfum, Laureth-2**, Glycerin**, Hydrogenated Castor Oil**, Coco-Glucoside**, Glyceryl Oleate**, PEG/PPG-120/10 Trimethylopropane Trioleate, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Ethylhexylglycerin, Benzoic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Dehydroacetic Acid, Polyaminopropyl Biguanide, Polyquaternium-10, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate, Glyceryl Stearate SE, Phenoxyethanol, Cetearyl Glucoside**, Xanthan Gum**, Tocopherol**, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol**, Linalool**, Citronellol**, Coumarin**, CI 77891/Titanium Dioxide

** Natural origin ingredients 


Balsam do ciała 15% masła shea jest kosmetykiem o lekkiej lecz treściwej konsystencji. Łatwo się rozprowadza. Wchłania się dobre kilka minut i pozostawia na skórze nawilżający, ochronny, ale nie lepki film. Skóra jest długo nawilżona - stosując produkty z tej serii w zasadzie wystarczało mi smarowanie się nim raz na dwa dni. Pozostawia skórę miękką i baaardzo przyjemną w dotyku. Jeden z najlepszych balsamów, jakie próbowałam :) Jedyny minusik - trudno go było wydobyć z tego opakowania, rozcięcie butelki było konieczne.

Skład:
Aqua**, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter**, Glycerin**, Caprylic/Capric Triglyceride**, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil**, Dicaprylyl Carbonate, Dimethicone, Prunus Armeniaca (Apricot) Kernel Oil**, Cetearyl Alcohol**, Glyceryl Stearate**, Cocos Nucifera (Coconut) Oil**, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Fruit Extract**, Mel Extract/Honey Extract**, Hydroxyethyl Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Tocopherol**, Ethylhexyl Glycerin, Parfum, Xanthan Gum, Propylene Glycol, Sorbitan Isostearate**, Polysorbate 60**, Chlorphenesin, PEG-100 Stearate, Phenoxyethanol, Ceteareth-33, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Linalool, Citronellol**, Butylphenyl Methylpropional, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene**, Geraniol

** Natural origin ingredients


Macie jakieś doświadczenia z marką?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...