wtorek, 31 stycznia 2012

Catrice, Ultimate Nail Lacquer, 490 Iron Mermaiden

To cudeńko to prezent od Mikołajki Hexxany :* Należy do tej samej rodziny co lakier Essence c&g 43 where is the party, ale jest od niego jaśniejszy, ładniejszy i trwalszy :)
  • Dostępność: drogerie Natura
  • Cena: ok. 10 zł
  • Pojemność: 10 ml
  • Kolor: duochrom - przechodzi z fioletu w zieleń
  • Konsystencja: lakier jest dość rzadki
  • Pędzelek: klasyczny
  • Krycie: trzywarstwowiec
  • Wysychanie: niestety lakier schnie bardzo wolno - po 2 godzinach od malowania odcisnęłam sobie coś na dwóch paznokciach :(
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: odpryski pojawiły się dopiero po 4 dniach



I got this beauty from Hexxana :* It's similar to the Essence c&g 43 where is the party varnish but it's lighter, nicer and lasts longer than the Essence one :) 
  • Availability: Natura,Poland
  • Price: circa PLN 10
  • Volume: 10 ml
  • Colour: duochrome (purple & green)
  • Formula: quite thin
  • Brush: classic
  • Opacity: three-coater
  • Drying time: unfortunately, very long (it wasn't completely dry after 2 hours)
  • Removing: no problems
  • Durability: it started chipping after 4 days - a very good result :)

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Zużycia styczniowe

W styczniu przekopałam się przez kilka próbek/saszetek:

  •  podkłady Vichy, Sephora i Clinique oraz krem tonujący Nuxe; bardzo spodobał mi się podkład Dermablend ze względu na fantastyczne krycie bez efektu maski; podkład Aerateint Pure sprawił na mnie wrażenie fajnego podkładu na lato; podkład Clinique trochę mnie zawiódł, bo skoro jest oil-balancing, liczyłam na dłuższy czas bez świecenia się skóry; krem tonuący Nuxe miał okropny marchewkowy kolor
  • genialna maseczka algowa z żurawiną z Organique; recenzja TUTAJ
  • peeling i krem do stóp granat z Bielendy; peeling ściera, krem nawilża, oba ładnie pachną; nie odpowiada mi forma saszetki, wolę tubki
  • żel do mycia twarzy, który był dołączony do maseczki z glinki zielonej (o niej będzie osobna recenzja); żel jak żel, niczym specjalnym się nie wyróżniał

W styczniu skończyły się również:

  • miniaturka mleczka do ciała z TBS, którą dostałam od Lady In Purplee; mleczko obłędnie pachniało pomarańczami i mandarynkami i przyzwoicie nawilżało, ale zaraz po aplikacji aż do wchłonięcia skóra się kleiła (jakbym wysmarowała się sokiem pomarańczowym)
  • antyperspiranty Nivea i Dove; nie miałam do nich żadnych zastrzeżeń :)
  • odżywka Aussie volume; zawiera silikony, ale są one na końcu składu; ładnie pachnie; nie obciąża włosów; nadaje się do zmywania olejów metodą OMO; ładnie nabłyszcza włosy
  • płyn do higieny intymnej Femfresh; tu w UK trzymam się płynów tej marki; są delikatne, nie wywołują podrażnień
  • płyn micelarny Bourjois; mój ulubiony micel :) skutecznie usuwa makijaż a przy tym jest delikatny
  • chusteczki do demakijażu Simple; bardzo dobre; używam ich głównie do demakijażu twarzy, ale radzą również z makijażem oczu
  • bezacetonowy zmywacz do paznokci Superdrug; zmywacz jak zmywacz
  • korektor dream mousse concealer z Maybelline; kiedyś umieściłam na blogu recenzję; produkt bardzo wydajny, bo używałam go przez dwa lata; pod oczy trochę za ciężki; na wypryski OK (ja go tak głównie używałam), ale trzeba liczyć się z poprawkami w ciągu dnia; przez jakiś czas pokrywałam nim również naczynka, ale ważył mi się na policzkach, więc z tego zrezygnowałam; ogólnie produkt mnie nie zachwycił
  • kokosowe masło do ciała Superdrug; recenzja TUTAJ; nie polecam
  • malinowe mydło Yves Rocher, które również dostałam od Lady; ładnie pachnie malinami, ale nie obraziłabym się, gdyby zapach był jeszcze intensywniejszy; nadaje się do mycia twarzy, choć nieco wysusza; oczywiście świetne do mycia całego ciała - ja po prysznicu miałam potrzebę nałożenia na skórę czegoś nawilżającego
  • pasta do zębów Blend-A-Med 3D White Luxe; dobra pasta, dzięki niej mam białe i zdrowe ząbki :)

sobota, 28 stycznia 2012

Miss Sporty, Clubbing Colors, 320 Pop Fiction

Lubię jeansowe granaty. Przeglądając lakiery doszłam do wniosku, że mój Chuck z Essence (seria nail art twins) i lakier MS o numerku 320 są w buteleczkach niemalże jednakowe (Chuck był nieco ciemniejszy). Pomyślałam, że jeśli tak samo będzie na paznokciach, puszczę MS w świat. Na paznokciach różnica jest duża. Chuck to jeans, MS - chaberek. Oba lakiery mi się podobają, więc MS zostaje... ;) A raczej - nie potrafię się z nim rozstać :P
  • Dostępność: UK - Superdrug; Polska - Rossmann
  • Cena: ok. 5 zł
  • Pojemność: 7 ml
  • Kolor: chabrowy; kremowe wykończenie z ładnym połyskiem
  • Konsystencja: gęstawa
  • Pędzelek: gruby, płaski, ścięty w półkole
  • Krycie: lakier wymaga dwóch warstw
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: dwa dni
I like different shades of blue. When admiring my nail polish collection I came across two nail varnishes that looked almost the same in the bottles. These were Chuck (Essence, nail art twins) and Miss Sporty in 320. I decided to check if there's any difference on the actual nails. Well, there is so I'm going to keep both varnishes... ;) Actually, I can't bring myself to give any of them up :P
  • Availability: Superdrug
  • Price: £1.99
  • Volume: 7 ml
  • Colour: cobalt blue; cream finish, high shine
  • Consistency: thick-ish
  • Brush: broad, flat
  • Coverage: two coats necessary
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: two days

piątek, 27 stycznia 2012

Essence, multi action mascara

Multi action to ponoć najlepiej sprzedająca się maskara firmy Essence. Sama kupiłam ją pod wpływem (surprise, surprise!) pozytywnych opinii blogerek :D Czy jestem zachwycona? Nie. Czy uważam, że to bubel? Nie! Jest to dobry tusz, ale do zadań specjalnych się nie nadaje.

Tusz dostać można w Naturach i Douglasach za ok. 10 zł/9 ml. Wydaje mi się, że występuje tylko w czarnym kolorze. Jest to ładna, czarna czerń. Czarno-różowe opakowanie produktu jest przyjemne dla oka. Tusz ma klasyczną szczoteczkę, którą łatwo podkreślić zarówno górne, jak i dolne rzęsy. Przez pierwsze dwa tygodnie produkt jest wodnisty i trudno się go używa, ale kiedy trochę podeschnie, jest super. 

Na zdjęciach poniżej widać, że moje rzęsy są krótkie i cienkie. Tusz je nieco wydłuża i ładnie podkreśla, ale nie nadaje im spektakularnej objętości (czego oczekuję najbardziej od tuszy). Używam go głównie przy delikatnych makijażach i tu sprawdza się bardzo dobrze. Maskara nie osypuje się nawet po kilkunastu godzinach (za co ogromny plus), ani razu mi się również nie rozmazała. Ze zmywaniem nie ma problemu. Tuszu używam od ponad 2 miesięcy - na razie jest wciąż zdatny do użytku :)

Chociaż tusz nie dodaje rzęsom zabójczej objętości, to za tą cenę jest to produkt godny polecenia. Nie wykluczam, że jeszcze do niego wrócę. 

Zakładam, że większość z Was zna ten produkt? Lubicie go, czy wręcz przeciwnie?


Multi action mascara is one of the Essence's best sellers. I bought because I read a lot of positive reviews on other blogs :D Do I love it? No. Do I hate it? No! It's a good product but nothing special.

This mascara is available in Natura and Douglas (Poland). It costs circa PLN 10/9 ml. It's black. The black and pink packaging is easy on the eyes. The mascara comes with a classic, comfortable brush. The product tends to be very thin for the first two weeks; after that the consistency is just fine. 

In the picture above you can see that my eyelashes are short and thin. The multi action mascara gives them some length and definition. However, it fails in the spectacular volume department (something I'm really after). Therefore, I tend to use this product with delicate make-ups. What I really like about this mascara is no fall-out, even after 12-15 hours. The product is easy to remove. I have used it for over 2 months and it's still good (I mean, it haven't dried yet) :)

I think this product is worth its price. It doesn't give my lashes a spectacular volume but it's cheap so I kind of should have expected that.

czwartek, 26 stycznia 2012

Lakierowy brzydal i wnioski z pewnego eksperymentu

Pokażę Wam dzisiaj Największego Lakierowego Brzydala Świata. Przynajmniej takie są moje odczucia :) Lakier (Astor 60 Sec, 6) kupiła dawno temu moja mama, która maluje paznokcie średnio dwa razy w roku (na okazje typu czyjeś wesele, czy jakaś duża zabawa). Brzydal nie przypadł jej jednak do gustu i tak trafił do mnie. Mi też nie przypadł do gustu, ale pomyślałam, że znajdę na niego sposób. 

Dlaczego brzydal? Bo to chamska perła. Widać pociągnięcia pędzelka i w ogóle jest ble. Lakier ma dobrą konsystencję, wygodny pędzelek i szybko wysycha, ale bardzo ciężko się go zmywa, niemalże jak brokaty. No i jest niesamowicie paskudny:



A tu kilka pomysłów na ujarzmienie bestii, polegające zazwyczaj na jej zakryciu:



Po wyciapaniu połowy buteleczki zabrakło mi weny twórczej. Ale wtedy wpadłam na pewien pomysł. Niedawno Stri-linga (:*) pokazywała, jak sama w prosty sposób stworzyła sobie gliterka :) Pomyślałam sobie, że warto przeprowadzić eksperyment i zobaczyć, czy za pomocą nieużywanego cienia do powiek będę w stanie zmienić kolor, a może nawet wykończenie lakieru. Jak pomyślałam, tak zrobiłam.

Oto wnioski z mojego doświadczenia:
  • lakier zmienił kolor (yay!)
  • zmieniło się wykończenie (lakier jest prawie matowy), wskazany jest nabłyszczający top coat
  • lakier wolniej wysycha
  • eksperyment nie wpłynął na trwałość lakieru na paznokciach
  • należy starannie rozkruszyć cień tak, aby nie było żadnych grudek. Ja zrobiłam to niestarannie i w rezultacie w "nowym" lakierze mam mnóstwo grudek.
Człowiek uczy się na błędach. Następnym razem (bo taki na pewno będzie!) staranniej rozkruszę cień, a raczej zrobię z niego miazgę :) Myślę, że to kolejny fajny sposób na wykorzystanie nieużywanych cieni i lakierów do paznokci :) Tutaj kolorek wyszedł mi fajny, tylko te grudki...

środa, 25 stycznia 2012

Eveline cosmetics, glicerynowy superskoncentrowany krem-maska do rąk i paznokci

This product is available in Poland and, therefore, I wrote a review only in Polish. However, if you have any questions or would like to read an English translation, don't hesitate to drop me a line. I will be delighted to help.

********************************************************************************

Odkąd pamiętam, zawsze miałam problemy ze skórą dłoni. Intensywne kremowanie nie pomagało na suchość dłoni, w zimie skóra dosłownie pękała i krwawiła. Nic to, że noszę rękawiczki od końca września do kwietnia. Nie muszę chyba dodawać, że chyba nigdy w życiu nie miałam nawilżonych, wypielęgnowanych skórek. Zadziory pojawiają się same z siebie. Wypróbowałam i nadal próbuję wiele kremów. Wprawdzie znalazłam jeden ideał, ale boję się, że jeśli skóra się do niego przyzwyczai, przestanie on na mnie tak dobrze działać. Dlatego kiedy jakiś czas temu przez blogi przeszła lawina recenzji wychwalających krem Eveline, uzgadniając z Lady In Purplee szczegóły naszej wymianki poprosiłam Lady o ten właśnie produkt. Jeśli jesteście ciekawe, czy i mnie krem zachwycił, zapraszam do dalszej lektury :)

Z tego, co wiem, krem jest dostępny w wielu drogeriach i kosztuje około 5 zł za 100 ml. Opakowanie to typowa odkręcana tubka. Ode mnie minus za brak klapki. Sam krem jest białawy i bardzo ładnie pachnie. Zapach jest słodki a zarazem świeży. Krem jest leciutki, bardzo łatwo się rozprowadza i bardzo szybko wchłania. Niewielka ilość wystarcza na jednorazową aplikację, krem jest więc wydajny.

Krem zawiera całkiem sporo substancji nawilżających, pielęgnacyjnych, regenerujących i odmładzających, takich jak gliceryna, masło shea, pantenol, kozie mleko, kolagen, elastyna, alantoina, witamina A, witamina E oraz olej z kiełków pszenicy. Z drugiej strony w składzie nie zabrakło fenoksyetanolu, pięciu parabenów, DMDM hydantoiny i siedmiu substancji zapachowych.

Jak skład przenosi się na działanie? Producent obiecuje nam intensywne nawilżenie, głębokie odżywienie, regenerację, rozjaśnienie przebarwień oraz wzmocnienie paznokci. U mnie niestety żadne z powyższych nie miało miejsca. Po aplikacji kremu moje dłonie są nawilżone przez 5 minut, potem suchość powraca. Paznokcie i skórki są w tragicznym stanie (paznokcie się obierają, robią mi się zadziory wokół skórek), a krem na pewno nie przyczynia się do regeneracji tychże. U mnie zupełnie się nie sprawdził, co nie oznacza, że jest to bubel. Po prostu nie krem nie podołał mojej bardzo wymagającej skórze dłoni.


Na koniec małe podsumowanie w plusach i minusach.

Plusy:
  • tani
  • duże opakowanie (100 ml)
  • śliczny zapach
  • lekka konsystencja
  • krem bardzo szybko się wchłania
  • wydajny
  • zawiera całkiem sporo substancji nawilżających, pielęgnacyjnych, regenerujących i odmładzających

Minusy:
  • brak wygodnej klapki
  • zawiera fenoksyetanol, pięć parabenów, DMDM hydantoinę i siedem substancji zapachowych
  • u mnie nie działa - nie spełnia żadnej obietnicy producenta 

Miałyście do czynienia z tym produktem? Polubiłyście go?

poniedziałek, 23 stycznia 2012

Wibo, express growth, 331

Ha! W końcu lakier, z którym się rozstanę - nie dlatego, że jest fe, ale nie pasuje do mojej karnacji i nie czuję się z nim dobrze na pazurkach. Zresztą nie tylko ja tak sądzę - otoczenie podzielało moje odczucia...
  • Dostępność: kupiony w czerwcu zeszłego roku w Rossmannie; nie wiem, czy jest jeszcze dostępny
  • Cena: ok. 5 zł
  • Pojemność: 8,5 ml
  • Kolor: rozbielona limonka (trochę ciemniejsza niż na zdjęciach); kremowe wykończenie
  • Konsystencja: dość rzadka
  • Pędzelek: klasyczny
  • Krycie: lakier wymaga trzech warstw
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: nie testowałam


This nail polish is NOT going to stay with me - not because I don't like it. It simply doesn't go with my skin tone. People around me agree...
  • Availability: I bought it last June in Rossmann (Poland); I don't know if it's still available
  • Price: circa PLN 5
  • Volume: 8,5 ml
  • Colour: pastel lime (a little darker than in the pictures); cream finish
  • Consistency: thin
  • Brush: classic
  • Coverage: three coats necessary
  • Drying time: standard
  • Removing: no problems
  • Durability: not tested

niedziela, 22 stycznia 2012

Makijaż na niedzielę / Sunday make-up

Makijaż powstał jako podziękowanie dla Hexxany, Kleopatre i Lady In Purplee za cudowności, które mi dziewczyny przysłały :)

Na ruchomej powiece cień Joppy o wdzięcznej nazwie Cinnamon od Hexxany. Kolorek jest boski! Miłość od pierwszego użycia :)

W zewnętrznym kąciku pigment Maca Rich Life, którego odsypkę dostałam od Kleo. Cudny pigment :)
Na ustach świetna szminka z Avonu o wdzięcznej nazwie Nude Perfection od Lady :)

Dziękuję dziewczyny :* 





This make-up is a thank-you to Hexxana, Kleopatre and Lady In Purplee for the goodies they sent to me :)

On my lid you can see Joppa eyeshadow called Cinnamon I got from Hexxana. What a gorgeous shade :)

In the outer corner you can see Mac pigment in Rich Life, a sample of which I received from Kleo. Love it :)
On my lips you can see nice Avon lipstick in Nude Perfection I got from Lady :)

Thank you girls :*

sobota, 21 stycznia 2012

Organique, maska algowa z żurawiną

This (fantastic) cranberry algae mask by Organiqe is available in Poland and, therefore, I wrote a review only in Polish. However, if required I can add an English translation. Just let me know!
 
 **************************************************************************
Maseczkę dostałam od Lady In Purplee :* Było to moje pierwsze (i już wiem, że nie ostatnie!) zetknięcie z algami. Krótko: maseczka jest genialna.
 
Do nabycia oczywiście w sklepach Organique za 19,90 zł.  Zawartość wystarczyła mi na 5 zastosowań na twarz i szyję, czyli na 5 tygodni (czytałam, że zaleca się stosowanie maseczek algowych nie częściej niż raz w tygodniu). 

Jak widać na zdjęciach, maseczka to różowy proszek, który należy rozdrobnić z wodą mineralną (lub dowolnym hydrolatem) i od razu nałożyć na twarz, ponieważ bardzo szybko wysycha. Proszek przyjemnie pachnie suszoną żurawiną. Ja trzymałam maskę na buzi przez 15 minut, a potem ściągałam jak maseczkę peel-off. Maska wysychając na twarzy mocno ściąga nam skórę, więc np. uśmiechanie się jest niemożliwe, a i mówienie jest dość trudne.

Co do działania: wow! Po pierwsze, przez cały czas, kiedy mamy maskę na buzi, odczuwamy przyjemne chłodzenie, które świetnie koi rumień (naczynkowcy wiedzą, o czym mówię). Po drugie, maseczka ma rzeczywiście działanie liftingujące - już po pierwszym użyciu płytkie bruzdy na moim czole były widocznie wygładzone (efekt utrzymywał się przez około 2 dni). Po trzecie, produkt ściąga pory i tonizuje skórę. Po czwarte, skóra jest rozświetlona i wygładzona. Nie zgodzę się jedynie z tym, że maska nawilża - moja skóra chętnie przyjmowała krem nawilżający. Ja jestem zachwycona i już kupiłam kolejne opakowanie. Serdecznie polecam!
 


Ha ha, maseczkowy potwór :D

piątek, 20 stycznia 2012

Barry M, Instant Nail Effects, 319 Foil

Kolejny lakier z listy "może powinnam oddać". Ale nie oddam - podoba mi się na paznokciach :P Na żywo wygląda dużo lepiej niż na zdjęciach, trudno sfotografować tego delikwenta :(
  • Dostępność: Superdrug, Boots
  • Cena: 2,99 funtów
  • Pojemność: 10 ml
  • Kolor: kolor srebrnej folii kuchennej, którą ma imitować; widać pociągnięcia pędzelka, ale wybaczam
  • Konsystencja: w sam raz
  • Pędzelek: klasyczny
  • Krycie: na upartego może to być jednowarstwowiec, ale dwie warstwy wyglądają lepiej
  • Wysychanie: w normie
  • Zmywanie: bez problemów
  • Trwałość: zaczął odpryskiwać drugiego dnia, ale może mieć to związek z (kiepską) kondycją moich paznokci


    Another nail polish from my maybe-I-should-give-it-away list. But it's going to stay with me - I like it :) And so just you know, in reality it looks better than in the pictures. It's a difficult one to take a proper photo of :(
    • Availability: Superdrug, Boots
    • Price: £2.99
    • Volume: 10 ml
    • Colour: of a kitchen foil :); you can see the brush strokes
    • Brush: classic
    • Coverage: one coat looks good but two coats look better
    • Drying time: standard
    • Removing: no problems
    • Durability: it started chipping on the 2nd day but my nails are not in a good condition right now (which might be the reason)

    czwartek, 19 stycznia 2012

    Makijaż inspirowany / Inspired make-up :)

    Dziś makijaż inspirowany TYM makijażem Aliny. Oczywiście bardzo daleko mu do oryginału, ale to moje pierwsze podejście, będę jeszcze ćwiczyć :) No i nie posiadam talentu Brunetki :) Już widzę, że mogłam eyeliner pociągnąć trochę dalej, i że w ogóle to jeszcze nie to. Cóż, miejmy nadzieję, że następnym razem będzie lepiej :)

    I saw a similar make-up a while ago HERE. I liked it a lot and today I decided to try it. Of course, my make-up is not as nice as the original but then I'm not very skilled :( Anyway, I'm going to keep practising :)





    Twarz / Face:


    Oczy i usta / Eyes and lips:

    środa, 18 stycznia 2012

    Tryin' to be cool

    Wczoraj zabrałam się za przegląd swoich lakierów z myślą o wyselekcjonowaniu kilku, które mogłabym oddać w dobre ręce. I wiecie co? Spośród tych 150 butelek jestem gotowa pożegnać się z... trzema. Przypadek nieuleczalny :P Co do lakieru, który Wam dzisiaj pokazuję - w buteleczce jakoś nie wzbudzał szybszego bicia serca, ale postanowiłam go wypróbować i przepadłam. Lakier ma absolutnie genialny kolor. Wielka szkoda, że jest (jak cała ta seria) już niedostępny.
    Na plus:
    • unikatowy kolor - ni to turkus, ni to zieleń, ni to niebieski
    • śliczny połysk
    • wysychanie w normie

    Na minus:
    • lakier jest trochę zbyt gęsty - chce być jednowarstwowcem, ale mu się to nie udało
    • pędzelek dziwnie się rozkłada na płytce paznokcia, bardzo trudno manewruje się nim przy skórkach
    • przy zmywaniu lakier brudzi skórki i opuszki palców; podejrzewam, że bez base coata zafarbowałby mi paznokcie
    • zaczął odpryskiwać już drugiego dnia - mam to z 98% moich Essenciaków
    Ze względu na kolor lakier zostaje ze mną :)


    Yesterday I decided to take a hard look on my nail polish collection and give some of those colourful bottles away. Well, I don't seem to be able to part with any of them (I could leave maybe without 3 varnishes from my vast collection). That's some addiction :P Today's varnish didn't look all that appealing in the bottle but I decided to give it a chance and... I fell in love. This shade is just awesome! Such a shame it's not available any more (like the whole series)...

    Pros:
    • the unique shade
    • high shine
    • doesn't take ages to dry

    Cons:
    • the varnish is a little too thick to my liking
    • the brush is not very cooperative
    • while being removed it dyes the cuticles green; I think it requires a base coat
    • it started chipping on the 2nd day - like most of my Essence nail polishes 
    How could I give up such a cool shade? 

    wtorek, 17 stycznia 2012

    TAG: Łowczyni

    Otagowała mnie kochana Kosodrzewina :* Akurat dobrze się złożyło, bo wczoraj byłam na zakupach :)


    ZASADY:
    • wklej banner na swojego bloga
    • napisz, kto cię zaprosił do zabawy
    • zaproś kolejne bloggerki
    • pokaż, co ostatnio "złowiłaś" w sklepie (ciuchu lub kosmetyki), post możesz wzbogacić o zdjęcia, mile widziane ceny produktów :)
    Na wspomniane zakupy wybrałam się tylko i wyłącznie dlatego, że koleżanka dała mi cynk, iż w perfumerii Scent World (maluteńka filia znajduje się w Houndshill Centre w Blackpool) trwa promocja 50% off. Jak się dowiedziałam od sprzedawczyni, tak ogromna zniżka to rezultat tego, że sklep nie sprzedał zbyt wielu pachnideł w okresie (przed)świątecznym. Dowiedziałam się również, że promocja zaczęła się po Świętach i skończy się na dniach. Z takiej oferty nie można było nie skorzystać ;) Niestety sklepik (jest naprawdę malusieńki!) nie miał na stanie wód toaletowych, o które pytałam (czyli: Light Blue D&G, Miss Dior, Mediterranean by Elizabeth Arden). Ostatecznie znalazłam jednak coś dla siebie (odkrywam nowe zapachy :)):

    • Givenchy, ange ou demon; 50 ml normalnie kosztuje 53,50 funtów, zapłaciłam 26, 75 funtów
    • Giorgio Armani, Acqua di Gioia; 30 ml normalnie kosztuje 35 funtów, zapłaciłam 17,50 funtów (chciałam 50 ml, ale nie było...)
    • Christian Audigier, Love & Luck; 100 ml normalnie kosztuje 29,99 funtów, zapłaciłam 14,99 funtów
    Jak widać, na perfumowych zakupach oszczędziłam 59,24 funtów! Miałam w domu tylko dwie wody toaletowe, więc aż się prosiło o pachnące zakupy :)


    Winę za kolejny zakup ponosicie Wy - i tego będę się trzymać, gdyż złamałam swoje postanowienie noworoczne :P Nie trzeba było pisać, że lakiery Color Club są dostępne w TK MAXXX. Zajrzałam tam z ciekawości po drodze do perfumerii i przepadłam. Stałam przed półką, na której stał sobie OSTATNI zestaw Back to Boho przez dosłownie kilkanaście minut prowadząc ze sobą wewnętrzną walkę. W końcu ugięłam się i kupiłam... Shame on you! I shame on me, jestem słaba :P No, ale nigdy nie miałam lakieru Color Club, a podoba mi się 5 z 6 kolorów... Zestaw kosztował 7,99 funtów.




    Kolej na otagowanie kilku blogerek, więc do tablicy wzywam Hexxanę, Słomkę, Stri-lingę i Katalinę :*

    poniedziałek, 16 stycznia 2012

    Superdrug, Coconut & Shea Butter Body Butter

    Zakup spontaniczny - popełniony w oparciu tylko i wyłącznie o zmysł węchu. Kolejne noworoczne postanowienie: Kingo, nie kupuj kosmetyków tylko dlatego, że bosko pachną! Zapach to nie wszystko...

    Jak zapewne się domyślacie, recenzja nie będzie pozytywna... Zacznę od tego, że masło wyprodukowano dla drogerii Superdrug i tam je kupiłam. Kosztowało 3,69 funtów za 200 ml, a na pewno nie jest warte tej ceny. Produkt jest biały (jak na kokosowe masło przystało...), ślicznie pachnie kokosem i ma konsystencję masła. Dobrze się rozprowadza i dość szybko wchłania - około 3-4 minut. Opakowanie to solidny, plastikowy, odkręcany słoik. Zawartość wystarczyła mi na miesiąc codziennego stosowania.

    Rzut okiem na skład produktu i już wiemy, dlaczego NIE WARTO się nim interesować. W składzie znajdziemy parafinę i olej mineralny, silikon, fenoksyetanol i pięć parabenów. Owszem, na liście składników figurują również masło shea, olej kokosowy, witamina E i pantenol, ale tych dobrych składników jest zdecydowanie mniej niż chemii.

    Co do działania - masło ma nawilżać i wygładzać skórę. Nie robi ani jednego, ani drugiego. Po miesiącu używania moja skóra jest wysuszona i wygląda, jakbym przez miesiąc totalnie ją ignorowała.

    Do dziewczyn, które mają dostęp do tego produktu - NIE POLECAM. Ładny zapach to nie wszystko. Do Lady In Purplee - przepraszam, że podesłałam Ci miniaturkę tego masła; nie sprawdziłam składu zanim je kupiłam :(

    I pytanie do Was - wolicie recenzje opisowe, jak dzisiejsza, czy wypunktowane, jak wcześniejsze? Co się Wam lepiej czyta?


    I only bought this body butter because it smells nice. Mistake! Note to myself: don't buy cosmetics just because they smell nice. The fragrance is not enough...


    As you probably have guessed, this is not going to be a positive review... Let me start with some basic information. The butter was manufactured for Superdrug and this is where I bought if for £3.69/200 ml - too high a price for such "quality". The butter is white (as a decent coconut butter should be...) and smells beautifully of... coconut. It's quite thick but easy to apply. It absorbs in about 3-4 minutes - not a bad result. The packaging is quite typical: a plastic jar which contains enough product for a month (if you apply it once a day).


    Now, check out the list of ingredients. Well, this is why the product turns out NOT TO BE worth trying. It contains paraffin and mineral oil, as well as a silicone, phenoxyethanol, and 5 other preservatives. Yes, the list of ingredients features shea butter, coconut oil, vitamin E, and panthenol but that's simply not enough.


    As for the effects, the butter is supposed to moisturise and smooth your skin. It does neither. In fact, after a month with this butter my skin is quite desperate for a much more effective moisturiser.

    So, I DO NOT recommend it. A beautiful fragrance is just not enough.

    sobota, 14 stycznia 2012

    TAG: nasze ulubione seriale

    Od jakiegoś czasu myślałam o tym, aby skrobnąć coś na temat moich ulubionych seriali, a tu Orlica wymyśliła serialowego Taga a Lissa mnie otagowała, za co bardzo dziękuję :*



    ZASADY:
    1. Opublikuj u siebie na blogu logo taga.
    2. Napisz, kto Cię otagował.
    3. Otaguj 5 innych bloggerek.
    4. Wymień i opisz kilka swoich ulubionych seriali.


    Dla wygody podzieliłam sobie seriale na kategorie :)

    1. Ulubiony serial obyczajowy.

    Gilmore girls czyli "Kochane kłopoty".

    Tytułowe Gilmore girls to matka (Lorelai) i córka (Rory); z tym że to córka jest "tą rozsądną", a matka - "tą roztrzepaną". Lorelai urodziła Rory w wieku 17 lat i sama ją wychowuje. Serial przedstawia (przyjacielskie) relacje matki i córki, skomplikowane relacje między Lorelai a jej rodzicami, smutki i radości tytułowych bohaterek, ich związki - a wszystko to dzieje się w małym miasteczku, gdzie każdy każdego zna. Serial bawi i wzrusza.


    2. Ulubione seriale komediowe.

    Friends czyli "Przyjaciele"

    Chandler, Rachel, Ross, Monica, Joey, Phoebe - czy trzeba ich komukolwiek przedstawiać?


    Scrubs czyli "Hoży doktorzy"

    Podoba mi się, że szpital widzimy oczami JD - czyli z nieco innej perspektywy. Podoba mi się, że do czynienia mamy tu z humorem sytuacyjnym, a nie tylko słownym. Podoba mi się, że każda z postaci jest nieco przerysowana: Turk to spontaniczny, ale dość rozsądny wariat; dr Cox ma problemy ze złością; Bob Kelso jest leniwym obżartuchem; Carla to tzw. "control freak"; Eliot jest egzaltowana; a JD... cóż, on stąpa po ziemi tylko jedną nogą :) Podoba mi "bromance" Turka i JD. Podoba mi się, że serial to nie jest typowy odmóżdżacz, a wręcz przeciwnie - śmieszy, ale daje do myślenia.


     Family Guy czyli "Głowa rodziny"

    Skłamałabym jednak, gdybym powiedziała, że nie lubię się czasem odmóżdżyć. Serial tak głupi, że aż śmieszny :)

    3. Ulubione seriale kryminalne.

    CSI: Las Vegas czyli "CSI: Kryminalne zagadki Las Vegas"


    W Las Vegas zostaje popełniona zbrodnia (najczęściej morderstwo), a spece analizują materiały zebrane na miejscu zbrodni, by w końcu wytropić sprawcę. Z wszystkich trzech wersji CSI, ta moim zdaniem jest najlepsza - lubię tych detektywów i odpowiada mi sceneria. Ogólnie serial jest bardzo ciekawy.

    NCIS czyli "Agenci NCIS"

    Tutaj mamy również i przestępstwa, i miejsca zbrodni, i laboratorium, i prosektorium. Ale ten serial lubię głównie za bohaterów - zwłaszcza za ekscentryczną, ale wrażliwą Abby, niezrównanego Ducky'ego, szowinistycznego DiNozzo oraz uzależnionego od kawy Gibbsa.


    4. Ulubione seriale fantasy.

    Nie ukrywam, że fantasy to mój ukochany gatunek; tyczy się to zarówno książek, jak i seriali :)

    Charmed czyli "Czarodziejki"

    Serial o siostrach, które pewnej nocy budzą w sobie swoje magiczne talenty. Prue potrafi siłą woli przenosić przedmioty, a także przebywać w dwóch miejscach jednocześnie. Piper potrafi zatrzymać czas oraz wysadzić co nieco w powietrze. Jako dobra kucharka świetnie radzi sobie również z przygotowywaniem magicznych eliksirów. Phoebe widzi przyszłość i potrafi lewitować. Przez pewien czas odczuwa również emocje innych. Paige potrafi przywołać do siebie różne przedmioty, a jako córka anioła światłości, umie również orbitować. Wszystkie siostry skutecznie rzucają zaklęcia, uwalniając San Francisco od demonów. Obejrzałam wszystkie odcinki dwa razy.


    The Vampire Diaries czyli "Pamiętniki wampirów"

    Amerykańska szkoła średnia, wampiry, wilkołaki, czarownice, hybrydy - jest ciekawie. Jestem pod wrażeniem fabuły serialu, która jest o wieeele bardziej intrygująca i znacznie lepiej przemyślana niż fabuła książek. Lubię też Iana Somerhaldera (ciacho) i Ninę Dobrev (ślicznotka).


    Moonlight czyli "Pod osłoną nocy"

    Świetny serial - do tej pory nie rozumiem, dlaczego powstał TYLKO jeden sezon! Mick St. John został przemieniony w wampira wbrew swojej woli w swoją noc poślubną i od tej pory marzy o znalezieniu lekarstwa, które zmieni go z powrotem w człowieka. Tymczasem chcąc pomagać ludziom pracuje jako prywatny detektyw, a dzięki wampirzym umiejętnościom jest w tym, co robi naprawdę dobry. Poza tym Mick jest szczerze (i z wzajemnością) zakochany w dziennikarce Beth Turner, ale związek wampira i człowieka nie jest łatwy...


    True Blood czyli "Czysta krew"

    Wampiry, wilkołaki, zmiennokształtni, magia, wróżki i kto wie, co jeszcze... ten serial ma w sobie wszystko, co uwielbiam :) Do tego dochodzi świetna fabuła, genialna obsada (aktorzy są naprawdę idealnie dobrani do swoich postaci), cięty język i erotyzm. Jest wciągająco i jest na czym zawiesić oko (szczególnie, jeśli jest się kobietą). Mam nadzieję, że powstanie jeszcze wiele sezonów :)

    5. Ulubione seriale z dzieciństwa.

    Sailor Moon czyli "Czarodziejka z księżyca"


    Jako mała dziewczynka nie mogłam oderwać się od telewizora, kiedy na Polsacie leciała "Czarodziejka...". Serial barwny i ciekawy (w każdym sezonie nowy wróg, nowe umiejętności, nowe wojowniczki). Czasem zdarza mi się obejrzeć na chybił trafił jakiś odcinek i nadal mi się podoba :)


    Powinnam otagować pięć blogerek, ale w czasie sesji nie chcę niczego nikomu narzucać. Moje zaproszenie jest otwarte - dziewczyny, jeśli macie czas i ochotę, zapraszam Was do odpowiedzi na taga :)

    Znacie któryś z moich typów? Lubicie?

    piątek, 13 stycznia 2012

    Barry M, Limited Edition Effects, 142 lilac foil

    Lakier ten kupiłam w listopadzie przy okazji kompletowania wymiankowej paczki. Wiecie jak to jest - przeglądacie różne szafy i tu nagle przed oczami ukazuje się magiczny napis "Limited Edition". Taaa... W tym roku będę silniejsza :) Tym bardziej, że lakier chyba lepiej wygląda w butelce niż na paznokciach...
    • Dostępność: Superdrug, Boots - LE
    • Cena: 2,99 funtów
    • Pojemność: 10 ml
    • Kolor: lilak z domieszką szarości; wykończenie foil
    • Konsystencja: w sam raz
    • Pędzelek: klasyczny
    • Krycie: lakier wymaga dwóch warstw
    • Wysychanie: w normie
    • Zmywanie: bez większych problemów
    • Trwałość: zaczął odpryskiwać drugiego dnia, ale moje paznokcie znowu przechodzą trudny okres (co widać na palcu wskazującym), więc to może być wina ich kondycji, nie lakieru
    Podoba się Wam? Ja nie wiem, co o nim sądzić.




    I confess, I only bought this varnish because it's a Limited Edition. What a junkie I am, oh boy. To add to my shame I like it better in the bottle than on my nails...
    • Availability: Superdrug, Boots - LE
    • Price: £2.99
    • Volume: 10 ml
    • Colour: grayish lilac; foil finish
    • Brush: classic
    • Coverage: two-coater
    • Drying time: standard
    • Removing: no problems
    • Durability: it started chipping on the 2nd day but my nails are not in a good condition so this might be the reason
    Do you like it? I'm not sure if I do.

    czwartek, 12 stycznia 2012

    MAC Blue Brown make-up

    Dzisiaj wyszło w Blackpool słońce. Pierwszy raz od długiego czasu. Słońce zainspirowało mnie do zmalowania makijażu, który mogłabym tu opublikować :) Główną rolę odgrywa w nim Macowy pigment Blue Brown, którego odsypkę dostałam jakiś czas temu od naszej Kleopatre :* Pigment jest po prostu boski :) Na ustach szminka z Avonu, którą przysłała mi Lady In Purplee :*


    Today Blackpool was visited by THE SUN. I haven't seen it for a long, long time. The sun inspired me to post a make-up :) It's based on the Mac Blue Brown eyeshadow, a sample of which was a gift from Kleopatre :* This loose eyeshadow is simply gorgeous :) On my lips you can see the Avon lipstick I got from Lady In Purplee :*







    Użyte kosmetyki / Products I used:







    Słońce nastraja optymistycznie :)


    Because of the sun I'm in a really good mood :)

    środa, 11 stycznia 2012

    Lioele Dollish Veil Vita BB cream

    Sporą próbkę tego cudaka dostałam od Ani - Aniu, bardzo Ci dziękuję :* Bardzo pozytywną recenzję Ani znajdziecie TUTAJ. Po przeczytaniu recenzji naszła mnie ogromna ochota na wypróbowanie tego produktu, co Ania mi umożliwiła. I powiem Wam, że podpisuję się pod każdym słowem Ani - ten krem BB jest po prostu REWELACYJNY.

    O produkcie:
    "Lioele Dollish Veil Vita to witaminowy krem BB 2w1 pełniący funkcję zarówno bazy pod makijaż jak i kremu BB - koryguje zaczerwienienia / żółte przebarwienia i zasinienia oraz kryje niedoskonałości i wyrównuje koloryt." (KLIK)

    Krem jest dostępny w dwóch odcieniach: fioletowym (ożywia zmęczoną cerę) i zielonym (neutralizuje zaczerwienienia). Miałam próbkę tego drugiego :)
    • Cena: w asian store 79 zł.
    • Pojemność: 30 ml.
    • Dostępność: np. asian store
    • Kolor: w opakowaniu krem jest seledynowy. Po aplikacji najpierw bieli twarz, ale po chwili dopasowuje się do jej kolorytu - staje się beżowy, nie różowy.
    • Zapach: delikatny, przyjemny.
    • Konsystencja: dość rzadka, co przekłada się na dobrą wydajność; produkt łatwo się rozprowadza (najlepiej robić to palcami); pięknie rozświetla twarz.
    • Krycie: średnie.
    • Opakowanie: tu się nie wypowiem.
    • Podrażnienia/alergie: nic takiego nie odnotowałam; nie wysypało mnie.
    • Działanie: krem Lioele bardzo ładnie kryje obszary naczynkowe i rumieńce, a także genialnie wyrównuje koloryt twarzy. Na pryszcze potrzebny jest dodatkowo korektor. Nie podkreśla suchych skórek, ukrywa pory. Dodatkowo pięknie rozświetla twarz (daje satynowe wykończenie). Po przypudrowaniu zaczynam się świecić po 5 godzinach, co przy mojej tłustej cerze jest rewelacyjnym wynikiem.
    • Produkt posiada ochronę słoneczną SPF 25  PA++.
    Gorąco polecam wszystkim naczynkowcom :)






    I got a big sample of this BB cream (in 02) from Ania  -  thank you :* Having read Ania's review I really wanted to check it out and Ania kindly helped me :) Well, I can only say that the product is BRILLIANT. You will find more information HERE.
    • Price: circa £14-15.
    • Volume: 30 ml.
    • Availability: online.
    • Shade: light green; applied to your face it gets beige with no pink undertones.
    • Fragrance: delicate, nice.
    • Consistency: quite thin; easy application (I simply used my fingers).
    • Coverage: medium.
    • Irritations/allergies: none in my case; no break-out.
    • Effects: this BB cream hides your pores and all the pink areas on your face, as well as evening out the skin tone. However, you will need some concealer to hide your pimples. It provides healthy, satin finish. When I set it with some powder, my face gets shiny after 5 hours - a brilliant result for oily complexion.
    • SPF 25  PA++.

    What can I say - I really recommend it :)

    wtorek, 10 stycznia 2012

    Kiko, nail lacquer, 322

    Ten lakier znalazłam w wymiankowej paczce od kochanej Lady In Purplee :* Niesamowicie się z niego ucieszyłam, bo nie mam dostępu do Kiko. Lady, dziękuję :)
    • Dostępność: Włochy, Niemcy
    • Cena: nie znam
    • Pojemność: 11 ml
    • Kolor: tutaj lakier mnie zaskoczył, ponieważ widać kolosalną różnicę między lakierem w butelce a kolorem na paznokciach - w butelce widać ładny, średni brąz; na paznokciach (przynajmniej moich) wychodzą z niego wyraźne zielonkawe nuty - uzyskujemy lakier moro :); wykończenie kremowe z ładnym połyskiem
    • Konsystencja: w sam raz
    • Pędzelek: klasyczny, kształtem przypomina pędzelki w lakierach Essence z serii colour&go
    • Krycie: może być jednowarstwowcem, ja dla pewności nałożyłam dwie warstwy
    • Wysychanie: w normie
    • Zmywanie: bez problemów
    • Trwałość: zaczął odpryskiwać drugiego dnia
    Mimo że spodziewałam się brązu a nie moro, lakier mi się podoba :)






    I got this Kiko nail varnish from Lady In Purplee :*, which made me really happy because Kiko products are not available in Blackpool (or in Poland for that matter). Lady, thank you :)
    • Availability: Italy, Germany
    • Price: don't know
    • Volume: 11 ml
    • Colour: there's a huge difference between what you can see in the bottle and what lands on your nails - in the bottle you can see a taupe shade; on the nails you can clearly see some green tones - I would describe this shade as "military":); cream finish, high shine
    • Consistency: just right
    • Brush: classic; similar to Essence colour&go brushes
    • Coverage: it's a one-coater but I applied two coats
    • Drying time: standard
    • Removing: no problems 
    • Durability: it started chipping on the second day
    Despite this discrepancy between the shade in the bottle and on the actual nails, I like this varnish :)

    poniedziałek, 9 stycznia 2012

    Wyprzedażowe szaleństwo :)

    W sklepach wyprzedaże, ja w sylwestra trochę zarobiłam = dzisiejszy dzień upłynął mi na zakupowym SZALEŃSTWIE :) Jak widać jest dość klasycznie - nie posiadałam żadnej marynarki, teraz mam dwie, jedną krótką i jedną długą :) Potrzebowałam również czarnych spodni - znalazłam dwie pary (jedne to rurki, drugie mają rozszerzone nogawki). Nie miałam zwykłych czarnych pantofli i udało mi się takowe dorwać. Sukienka i sweterek bardzo mi się spodobały, więc wzięłam. Największa gratka to kobaltowy płaszcz, który dorwałam za jedyne 10 funciaków (przeceniony z 18). Jestem bardzo zadowolona :)


     
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...